Po rozstaniu z młodzieżową reprezentacją Polski U-19, Wojciech Kobeszko przez niemal rok pozostawał poza piłką. Powiedzenie „Ciągnie wilka do lasu” w jego przypadku pasuje bardziej, niż dobrze. Chęć powrotu na ławkę trenerską w końcu wzięły górę i latem tego roku został ogłoszony nowym trenerem w IV-ligowym KS Wasilków. Klub akurat reorganizował się po spadku z wyższej klasy rozgrywkowej, ale jako, że robi to mając u sterów właściwą osobę, to aktualnie przewodzi ligowej stawce. Szkoleniowiec opowiada o kulisach powrotu do Wasilkowa, pracy na szczeblu regionalnym i sportowych ambicjach na ten sezon.

foto_dawida

Po zakończeniu pracy w roli selekcjonera reprezentacji Polski U-19 Wojciech Kobeszko przez niespełna rok pozostawał poza zawodem. Jak sam przyznaje, ten okres pozwolił mu nabrać dystansu.

– To był generalnie dobry okres. Przede wszystkim odpocząłem i miałem znacznie więcej czasu dla rodziny – zauważa Kobeszko.

O jego możliwym przeniesieniu do Wasilkowa spekulowano jeszcze wtedy, gdy KS rywalizował w III lidze. Prawdziwe rozmowy i przygotowania do reorganizacji drużyny ruszyły jednak dopiero po zakończeniu poprzedniego sezonu. Dla szkoleniowca pracującego wcześniej w Jagiellonii Białystok oraz z młodzieżowymi kadrami Polski to nie pierwszy kontakt z wasilkowskim klubem. W przeszłości pojawiał się tu w zupełnie innej roli – jako zawodnik na boisku.

– Pierwszy to moje wczesne kroki w piłce seniorskiej, jeszcze w drużynie Wersalu Podlaskiego Wasilków. Drugi okres to z kolei gra na zakończenie przygody z piłką w KS Wasilków, w drużynie prowadzonej przez Artura Woronieckiego, kiedy wywalczyliśmy awans do III ligi. Oba te okresy wspominam oczywiście bardzo dobrze – przypomina Wojciech Kobeszko.

Bogata przeszłość związana z klubem bez wątpienia ułatwiła podjęcie decyzji o przyjęciu oferty, choć kluczowe znaczenie miały także względy czysto pragmatyczne.

– Sentyment jest, ale to tylko jeden z argumentów. Drugi to odległość, bo mieszkam tuż obok, w Jurowcach. Prowadziłem luźne rozmowy z innymi klubami, lecz na ten moment wykluczyłem dojeżdżanie do innych miejscowości – tłumaczy.

Start przygotowań oznaczał powrót do codziennego trenerskiego rzemiosła. Po letnich szlifach i pierwszych kolejkach widać już elementy, które funkcjonują bez zarzutu, jak i te wymagające dalszych korekt.

– Najbardziej byłem zadowolony z tego, że znowu mogę być na treningach i chodzić po zielonej murawie. W piłce nie ma jednak aspektów, których nie można podnieść na wyższy poziom – zawsze jest coś do poprawy. Mamy półmetek rundy. Na początku wyglądało to dobrze zarówno w fazie bronienia, jak i atakowania: nie traciliśmy bramek i kreowaliśmy sporo sytuacji. Ostatnio trochę szwankuje nasza skuteczność. Nikt przecież nie zakładał, że przez cały sezon nie będziemy tracić goli – nie ma takich rzeczy w piłce. Mieliśmy fajną serię i jestem z tego zadowolony, dalej nad tym pracujemy, ale w minionych meczach zabrakło nam trochę indywidualnej odpowiedzialności i konsekwencji w tym, co sobie zakładamy i mówimy – analizuje Kobeszko, którego drużyna w ostatniej kolejce poniosła pierwszą ligową porażkę w sezonie, kończąc tym samym piękną serię trwającą od pierwszej kolejki.

Początek rundy w wykonaniu KS Wasilków wypada bardzo okazale. Zespół jest niepokonany na własnym boisku, a jedyne punkty stracił na wyjeździe z Turem Bielsk Podlaski, wciąż prowadząc w ligowej tabeli. Choć seria bez porażki dobiegła końca, nastroje pozostają bojowe.

– Jestem oczywiście zadowolony, bo drużyna idzie w dobrym kierunku. Chciałbym jednak, żebyśmy stale się rozwijali, chcieli więcej i nie zadowalali się tym, co jest – to spore wyzwanie. Dlatego ta ostatnia porażka trochę boli. Uważam, że z gry na pewno nie byliśmy gorszym zespołem. Zwycięska bramka padła po rzucie karnym, co do którego mam poważne wątpliwości, ale w tej lidze VAR-u niestety nie ma. Mieliśmy więcej dogodnych sytuacji niż Tur, ale liczy się to, co w bramce, a nam zabrakło skuteczności i konsekwencji, o których wspomniałem – wraca do wydarzeń boiskowych z ostatniej kolejki Wojciech Kobeszko.

Kibice i obserwatorzy naturalnie upatrują w Wasilkowie kandydata do szybkiego powrotu na trzecioligowe boiska. Sam trener tonuje jednak nastroje, kładąc nacisk na proces budowy nowego zespołu.

– Może to zabrzmi dziwnie, ale nie było otwarcie powiedziane, że mamy bezwzględnie awansować. Rozmawialiśmy przede wszystkim o przebudowie zespołu. Odeszło wielu wartościowych zawodników, którzy dostali angaż dalej w III lidze, ale przyszło też kilku ciekawych graczy, z doświadczeniem i potencjałem. Tak jak powiedziałem wcześniej: chciałbym, abyśmy byli ambitni i chcieli wygrywać. Jeżeli będzie okazja, mierzymy wysoko. To jest jednak proces – pracy nie brakuje i zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi – przekonuje trener wasilkowskiego zespołu.

Na półmetku rundy podlaska IV liga pokazuje swoje wyrównane oblicze. Czas pokaże, czy stawka podzieli się na grupy, czy walka punkt w punkt potrwa do samego końca.

– Trudno mi tak naprawdę jednoznacznie powiedzieć, bo to dopiero półmetek rundy, a ja dawno nie dotykałem tego poziomu. Widać jednak, że drużyny są ambitne i nieźle zorganizowane, a trenerzy dobrze przygotowani. Pewnie będzie ciekawie. Do końca rundy na pewno wykrystalizuje się górna połówka tabeli złożona z kilku ekip – przewiduje świetny w przeszłości strzelec białostockiej Jagiellonii.

W walce o czołowe lokaty nie zabraknie wymagających rywali, choć w Wasilkowie koncentrują się przede wszystkim na własnej dyspozycji.

– Nie chciałbym wyrokować, bo sporo drużyn może jeszcze bić się o te wyższe lokaty. Warmia Grajewo to jeden z naturalnych faworytów. Grają kolejny sezon dość wyrównanym składem, a w tamtych rozgrywkach grali w barażach. Szanujemy każdego przeciwnika, ale znamy też swoją wartość i chciałbym, żebyśmy bardziej patrzyli na siebie niż na innych. Rywalizacja jest ciekawa i życzę wszystkim dobrych spotkań do końca sezonu – kończy Wojciech Kobeszko.

KS Wasilków wystartował od siedmiu kolejnych zwycięstw w lidze. W pokonanym polu ekipa Wojciecha Kobeszki zostawiła: LZS Krynki, Ruch Wysokie Mazowieckie, Supraślankę Supraśl, Pioniera Brańsk, KS Śniadowo oraz KS Michałowo, a także Czarnych Czarna Białostocka. Seria zakończyła się dopiero w Bielsku Podlaskim na boisku miejscowego Tura. W najbliższy weekend, 3 października o 15:30, KS Wasilków podejmie moniecki Promień.

foto_dawida
↑