Co poza doskonałym „serwisem” od kolegów z drużyny jest sekretem jego strzeleckiej regularności? Jakie rady przed laty otrzymywał od Tomasza Frankowskiego? I czego oczekuje po sobie i Olimpii Zambrów w nadchodzącym sezonie superstrzelec z Zambrowa? Zapraszamy na rozmowę z najskuteczniejszym napastnikiem poprzednich rozgrywek na podlaskich boiskach – Przemysławem Jastrzębskim.

Przemek, czasem się mówi, że taki sezon z liczbami na poziomie powyżej czterdziestu czy pięćdziesięciu goli, zdarza się raz na jakiś czas. W Twoim przypadku mówimy jednak o ponad stu trafieniach na przestrzeni dwóch ostatnich rozgrywek. W czym tkwi sekret, utrzymania takiej dyspozycji sezon po sezonie?

Znam siebie i kluczem było przede wszystkim to, że byłem zdrowy. Zagrałem praktycznie we wszystkich meczach. W tym sezonie nie wystąpiłem chyba tylko w pięciu kolejkach. Zdrowie dopisywało i myślę, że to jest główna przyczyna. Wiadomo, bramki potrafię strzelać, ale często nie pozwalały mi na to właśnie urazy. Na przestrzeni ostatnich dwóch sezonów, kiedy zdobyłem koronę króla strzelców, byłem przede wszystkim zdrowy i myślę, że to jest cały sekret. Jak zawodnik jest cały czas w treningu, cały czas gra mecze i jest ta regularność, to naprawdę ta piłka człowieka szuka. Szczerze, to już chłopaki się śmiali, że nie ważne gdzie bym się nie ustawił, to i tak piłka spadnie mi pod nogi. Łapiesz wtedy niesamowitą pewność. Sam wiem po sobie, jak wraca się po urazach i jak ciężko jest się odbudować, a kiedy jest ta regularność, to jest dużo, dużo łatwiej.

Może to też kwestia tego, że zambrowskie powietrze tak dobrze Ci służy i tak dobrze się nim oddycha?

Szczerze mówiąc, ja bardzo kocham Zambrów. Nawet żona się śmiała, gdy ktoś do mnie dzwonił, czy pisał, żeby może spróbować czegoś innego, że w życiu bym się stąd już nie ruszył nigdzie. Mój dom to Zambrów i dobrze się tam czuję.

Często strzelcy przy okazji takich rekordów wspominają o serwisie. Patrząc na liczby trzeba założyć, że serwis od kolegów miałeś wyśmienity. Kogo byś najchętniej wyróżnił? Kto miał największy udział w Twojej zdobyczy i w tym rekordzie?

Ogólnie trzeba przyznać, że jak na warunki czwartoligowe na Podlasiu, mieliśmy bardzo mocną kadrę. Zawodnicy, którzy grali, byli bardzo mocni, ale też ci, którzy siedzieli na ławce – to była zmiana praktycznie jeden do jednego. Mało klubów może sobie pozwolić na to, żeby mieć taką jakość na ławce rezerwowych. Trener wiedząc, że mam to czucie w polu karnym, ustawiał zespół tak, żeby tę piłkę dostarczyć przede wszystkim w szesnastkę. Nie ukrywam, że to było główne zadanie naszych skrzydeł. Mieliśmy też dużą jakość w pojedynkach jeden na jeden, bardzo szybkich zawodników, którzy robili ogromną różnicę. Zawsze liczyłem na to, że ta piłka w polu karnym się znajdzie. Nawet jak nie za pierwszym razem, to te akcje były ponawiane. Sam Michał Steć, myślę, że w tym sezonie miał z trzydzieści asyst.

Wspominałeś już wcześniej, że było bardzo blisko rekordu, który cały czas dzierży Janek Pawłowski. Był gdzieś po drodze telefon w stylu: „Przemek, weź zwolnij, bo chce swój rekord utrzymać”?

Janek nie, choć śmiał się, że dużo strzelam, kiedy ostatnio rozmawialiśmy. Rok temu za to pisał do mnie Kamil Zalewski, bo on u nas w czwartej lidze strzelił 53 gole w jednym sezonie i to jest nasz rekord klubowy. Szczerze myślałem, że w tym sezonie się uda, ale ostatnią kolejkę ze Śniadowem nam odwołali. Przyznali nam walkower, bo po prostu drużyna gości nie przyjechała.

Myślisz, że Kamil Zalewski maczał w tym palce?

Tak się zastanawiałem, czy ich może nie poprosił i jakoś na to nie wpłynął (śmiech). Nie, ale akurat tak się złożyło, że przed tym ostatnim meczem miałem 52 bramki i pewnie bym ten rekord pobił. No ale tak musiało być. Choć też nie ukrywam, że sezon kończyłem z kontuzjami i bardzo mi zależało, żeby pobić ten wynik z zeszłego sezonu. Szczerze mówiąc, udało mi się to w ostatnim rozegranym meczu. Zagrałem wtedy na zastrzyku, bo własna ambicja nie pozwoliła mi odpuścić. Miałem 49 bramek. Bardzo mnie korciła ta pięćdziesiątka. W meczu z Mońkami strzeliłem hat-tricka. Skończyło się więc na 52.

Widziałem wypowiedź Maćka Makuszewskiego, który stwierdził, że nie ma się co dziwić Twojej skuteczności, biorąc pod uwagę, że w czasach Jagiellonii mogłeś podpatrywać chociażby Tomka Frankowskiego. Rzeczywiście coś w tym jest?

Trener Probierz zawsze lubił dobierać młodego gracza do starszego, żeby ten się od niego uczył i czerpał wiedzę. Mnie trener Probierz zawsze łączył z Frankiem. Jak byłem młodszy, to może tak tego nie rozumiałem. Teraz, szczerze mówiąc, sam próbuję przekazać młodym to, co mi wtedy tłumaczył Tomek. Ja wbiegałem w pole karne jak szałaput – agresywnie, nie patrząc na to, gdzie jest obrońca, a gdzie piłka. A Tomek zawsze powtarzał: „Spokojnie, zrób dwa kroki do tyłu, obrońca przecież tę piłkę odbije i ona spadnie ci pod nogi”. On to naprawdę miał. Będąc z nim w parze, widziałem mnóstwo takich sytuacji, w których nie wykonywał żadnych wielkich ruchów, a piłka i tak lądowała pod jego nogami. Naprawdę, ja mam teraz podobnie. Myślę, że bardzo dużo mnie nauczył, choć w młodym wieku nie byłem tego do końca świadomy. Teraz to doceniam i cieszę się, że w ogóle mogłem być z nim w parze, bo trenowaliśmy tak praktycznie na każdym treningu. To dało mi ogromną naukę.

Jesteśmy w zasadzie u progu kolejnego sezonu. Biorąc pod uwagę awans do III ligi, rekord Kamila Zalewskiego w Olimpii albo rekord Janka przez przynajmniej dwa sezony są bezpieczne, ale zakładam, że nie zamierzasz się zatrzymywać.

Wiadomo, że trzecia liga będzie bardzo wymagająca i będzie dużo ciężej. Aczkolwiek jakieś swoje cele tam mam. Wątpię jednak, żeby w trzeciej lidze udało mi się utrzymać na takich liczbach. Nawet jeśli podzielimy te 50 bramek na dwa i wyjdzie około 20 trafień, to już będzie super wynik. Ja przede wszystkim skupiam się na tym, żeby być zdrowym, bo wiem, że dla mnie to jest najważniejsze. Wiem, że jak zdrowie dopisze i będzie regularność w treningach oraz w meczach, to bramki będą przychodzić. W końcu wiem, jak to robić.

Co zrobić, żeby nie być po prostu kometą, która przeleci przez trzecią ligę i żebyśmy za rok o tej samej porze nie rozmawiali o tym, czy zagrożony jest rekord w niższej klasie? III liga to zdecydowanie wyższy poziom rywalizacji.

Dokładnie tak, myślę, że u nas wszyscy w klubie są tego świadomi. Jesteśmy bogatsi o doświadczenia, bo spadliśmy z tej ligi dwa lata temu i wyciągnęliśmy z tego wnioski. Aczkolwiek nie ukrywam, że ta liga w nadchodzącym sezonie będzie chyba najbardziej wyrównana. Patrząc nawet na beniaminków, którzy awansowali, i porównując ich do nas – to są kluby z naprawdę dużymi pieniędzmi. Widać to po ruchach transferowych, które teraz zrobili, bo pojawiają się duże nazwiska. Na przykład do Pelikana Łowicz przyszedł Maciek Rybus. W Mazovii słyszy się o kolosalnych budżetach, KTS Weszło awansowało, również zespół z Lidzbarka Warmińskiego. Na pewno my finansowo nie stoimy na takim poziomie, ale udało nam się zrobić cztery konkretne ruchy transferowe, które wniosą do drużyny dużo doświadczenia. Mam nadzieję, że to się obroni. W miarę możliwości trzon zespołu z czwartej ligi pozostał, choć nie ukrywam, że liczyłem na to, iż dwie, trzy osoby, które odeszły, jednak zostaną z nami. Osobiście robiłem wszystko, żeby to doszło do skutku, no ale wiadomo – na koniec decydują rozmowy z prezesami i ciężko było to wszystko zgrać. Myślę, że gdyby te trzy czy cztery kluczowe nazwiska z czwartej ligi zostały z nami na trzecią ligę, to byłyby to nasze najlepsze wzmocnienia bez dokonywania transferów, bo to byli niesamowicie jakościowi zawodnicy. Szkoda, ale mam nadzieję, że ci, którzy przyszli, godnie ich zastąpią.

Ustaliliśmy, że jeśli uda się dorobek strzelecki z czwartej ligi podzielić na dwa i zdobyć około 20 bramek, to będzie to super wynik. Możemy to uznać za Twój cel indywidualny. A jaka rzecz zadowoliłaby Was jako zespół w tym nadchodzącym sezonie?

Myślę, że nie ma co się oszukiwać – celem jest utrzymanie. Ale ja zawsze stawiam sobie poprzeczkę wyżej i chciałbym, żeby to był spokojny środek tabeli. Żeby nie było tak, że musimy drżeć o ligowy byt do ostatnich kolejek, walczyć i jeszcze liczyć na to, że ktoś inny musi gdzieś wygrać. Chciałbym, aby to był spokojny środek stawki i żebyśmy stali się stabilnym trzecioligowcem, z którym każdy po prostu musi się liczyć.

Nowy sponsor ligi, historyczny krok związku i przewidywania dotyczące nowego sezonu

Przed nami pasjonujący sezon na podlaskich boiskach. O kulisach pozyskania nowego sponsora tytularnego rozgrywek, rewolucyjnej, historycznej zmianie siedziby Podlaskiego Związku Piłki Nożnej oraz o tym, kto rozdawać będzie karty w IV lidze i dlaczego Olimpia Zambrów ma potencjał na wyższy poziom, rozmawiamy z prezesem Podlaskiego ZPN, Sławomirem Kopczewskim.

Niebawem rozpoczniemy kolejny sezon piłkarski na Podlasiu. Jak co roku przedstawiciele podlaskich zespołów z IV ligi i klasy okręgowej spotkali się na spotkaniu organizacyjnym organizowanym przez Podlaski Związek Piłki Nożnej, aby poznać szczegóły organizacyjne zbliżających się rozgrywek.

Przede wszystkim celem spotkania jest przedstawienie nowego sponsora tytularnego, jakim został Bank Spółdzielczy w Bielsku Podlaskim. Mamy tutaj na spotkaniu pana prezesa Piotra Bobela, który reprezentuje ten bank, podpisał z nami współpracę. Jesteśmy zadowoleni z tego i czekamy na efekty tej współpracy, bo myślę, że wszyscy szybko je zobaczymy. Co do dalszej części spotkania, to przedstawiamy wszystko to, co się zmieniło w trakcie przerwy. Przedstawiciele naszego związku piłki nożnej przedstawiają swoje plany, wszystkie zmiany, do których doszło w sprawach regulaminowych. Głos zabierają przedstawiciele Wydziału Gier i Ewidencji, Wydziału Dyscypliny oraz Wydziału Bezpieczeństwa. Omawiane są także wszystkie nowinki z zakresu sędziowania, które dotyczą naszych zespołów i naszych zawodników – mówi Prezes Podlaskiego Związku Piłki Nożnej, Sławomir Kopczewski.

Jak doszło do porozumienia z nowym sponsorem tytularnym? – Przede wszystkim przez sympatyka piłki nożnej, naszego przyjaciela Karola, który zaprosił mnie na pierwsze spotkanie. Po nim doszło do kolejnego, jednocześnie już finalnego, gdzie podpisaliśmy umowę z Bankiem Spółdzielczym w Bielsku Podlaskim. Podpisaliśmy umowę na pierwszy sezon, ale myślę, że to będzie pierwszy, ale nie ostatni – dodaje Kopczewski.

– Objęcie roli sponsora tytularnego IV ligi podlaskiej to dla Banku Spółdzielczego w Bielsku Podlaskim coś więcej, niż czysty biznesowo projekt marketingowy. To decyzja przemyślana przez członków zarządu. Czwartą ligę podlaską cechuje męska gra, nasycona niesamowitymi emocjami i lokalną tożsamością. Współpraca nawiązała się przy udziale pana Karola Jakubowskiego. Liczymy na to, że liga pod naszym wspólnym szyldem przyniesie mnóstwo pozytywnych emocji dla kibiców. Dziękuję serdecznie Podlaskiemu Związkowi Piłki Nożnej za otwartość i profesjonalizm przy budowaniu współpracy przy tym projekcie – przekazał w trakcie spotkania Piotr Bobeł, Prezes Zarządu Banku Spółdzielczego w Bielsku Podlaskim.

– Przede wszystkim daliśmy nazwę tytularną, czyli już w tej chwili Bank Spółdzielczy Bielsk Podlaski IV Liga Podlaska. To jest nazwa, która funkcjonuje we wszystkich mediach, która funkcjonuje na wszystkich nośnikach, które informują o tym, jak rozgrywki wyglądają i jak się nazywają. Natomiast my mamy wiele pomysłów, wiele pomysłów ma pan prezes wspólnie ze swoimi współpracownikami i będziemy starali się je ziścić i wprowadzić w życie w nadchodzącym sezonie – wyjaśnia Prezes Podlaskiego Związku Piłki Nożnej.

W trakcie spotkania zebrani przedstawiciele podlaskich klubów piłkarskich zostali poinformowani o historycznej inwestycji. – Pierwszego września zmieniamy siedzibę. Myślę, że to historyczny moment, bo nikt wcześniej nie myślał o tym, żeby kupić na własność siedzibę. Myśmy tego dokonali i mogę poinformować już wszystkich, nie tylko kluby IV ligi i klasy okręgowej, ale wszystkich kibiców, że od pierwszego września będziemy spotykali się przy ulicy Konrada Wallenroda 10. Nie chcę nikogo przerażać, że to niewiadomo gdzie, to jest tylko sześć minut od ulicy Jurowieckiej, czyli też w bliskim centrum, natomiast warunki dużo lepsze, niż mamy w tej chwili, a przede wszystkim jesteśmy tam gospodarzem, a nie gościem – zdradza szef podlaskiej piłki.

W trakcie spotkania nie mogło też zabraknąć dyskusji na temat nadchodzącego sezonu. Jaki on będzie zdaniem Sławomira Kopczewskiego? – Sam jestem ciekaw, jak będą wyglądały te rozgrywki przede wszystkim na poziomie IV ligi. Mamy spadkowicza, myślę, że zespół, który został wzmocniony poważnym transferem w postaci przyjścia trenera Wojtka Kobeszki, który pracował zarówno w Jagiellonii Białystok, jak również w reprezentacjach Polski. Wielu zawodników wymieniono, doszła nowa, świeża krew. Na pewno trzeba bacznie obserwować zespół Warmii Grajewo, który w tej chwili rywalizował w ostatnim sezonie w barażach o III ligę. Nie udało to się, natomiast też mają apetyt. Ruch Wysokie Mazowieckie, Tur Bielsk Podlaski, Wissa Szczuczyn, która również ma plany na to, żeby grać na dużo wyższym poziomie niż w tej chwili. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało, bo tak jak powiedziałem, rozgrywki będą na pewno interesujące i ciekawe, a też z tego tytułu, że pierwszy sezon po dłuższej przerwie, gdzie mamy szesnaście zespołów rywalizujących na tym poziomie, a nie osiemnaście, jak to miało miejsce dotychczas – przewiduje Prezes Podlaskiego ZPN-u.

Można powiedzieć, że miejscami zamieniły się drużyny z Wasilkowa i Zambrowa. Pierwsi nie zdołali się obronić w III lidze, drudzy wracają do niej po dwóch latach rywalizacji na poziomie czwartoligowym.

Żałuję, że zespół Wasilkowa uzbierał tak mało punktów, bo tam była realna szansa, żeby ta drużyna grała na tym poziomie rozgrywkowym i mielibyśmy kolejnego beniaminka, czyli tutaj Olimpię Zambrów, która by doszła do naszych zespołów i nasza reprezentacja byłaby dużo silniejsza, ale jestem przekonany, że w kolejnym sezonie rzeczywiście tak będzie. Olimpia Zambrów – zespół, który z powodzeniem rywalizował nawet na poziomie drugoligowym, jak pamiętamy całkiem niedawno. Obiekt na dużo wyższą klasę rozgrywkową niż trzecia liga. Zainteresowanie i zaangażowanie władz miasta, gdzie pan burmistrz Kazimierz Dąbrowski w przeszłości zawodnik, ale również trener Olimpii Zambrów, bardzo dobrze czuje potrzeby i sztabu trenerskiego, i piłkarzy, i całego środowiska Olimpii Zambrów. I myślę, że będzie wspierał na poziomie jeszcze wyższym niż do tej pory i Olimpia się spokojnie utrzyma – zakłada Prezes Kopczewski.

Początek rozgrywek w IV lidze będzie miał miejsce w drugi weekend sierpnia, wówczas też ruszą rozgrywki klasy okręgowej. Natomiast już w najbliższy weekend w Zambrowie pierwsze spotkanie po awansie do III ligi rozegra Olimpia, która o rozpocznie mecz z Ząbkovią Ząbki.