W miniony weekend hiszpański napastnik Jagiellonii Białystok pobił rekord najskuteczniejszego zagranicznego strzelca polskiej Ekstraklasy należący przez ostatnie lata do Flavio Paixao. Imaz w meczu przeciwko Arce popisał się dubletem, ale to pierwsze trafienie po kapitalnej zespołowej akcji było tym, na które od jakiegoś czasu czekał najbardziej. Dokonał tego na terenie, na którym debiutował w 2017 roku na polskich boiskach – w Gdyni. Wówczas Wisłą uległa gospodarzom 1:3. Teraz Jagiellonia, której jest niekwestionowanym liderem ograła zespół znad morza 3:0.

Bijąc rekord Flavio, dołożyłeś kolejną cegiełkę do swojego pomnika w polskiej piłce ligowej. Jakie to uczucie?

Jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu udało mi się pobić ten rekord, ponieważ czekałem na to trochę zbyt długo. Ale ostatecznie ten gol nadszedł i niezmiernie się z tego cieszę. Jestem bardzo szczęśliwy z bycia najlepszym zagranicznym strzelcem w historii Ekstraklasy. Dla mnie to ogromny przywilej, bo to po prostu wielki sukces.

Miesiąc – tyle czekaliśmy na ten moment od twojego gola z Piastem, który zrównał cię z rekordem. Jak minął ci ten czas? Co czułeś w tych meczach, gdy szczęście pod bramką po prostu ci nie sprzyjało?

Tak, jak już wspomniałem, zbyt długo czekałem na tę bramkę. Nie miałem jednak obsesji na punkcie tego gola, bo wiedziałem, że na pewno w końcu nadejdzie.

To prawda, że nie graliśmy w tamtym czasie swoich najlepszych meczów, to nie był nasz najlepszy moment. Bardzo się jednak cieszę, że po tak długim czasie możemy wrócić do wygrywania, a także do strzelania goli. To był naprawdę dobry mecz i dobry dzień.

Czy rozmawiałeś z Flavio po ostatnim meczu? To w sumie ładna historia, że rekord piłkarza Lechii został pobity na stadionie Arki.

Tak, wysłał mi wiadomość z gratulacjami i napisał też, że teraz czeka na 200 goli w moim wykonaniu. Powiedziałem mu jednak, że to chyba trochę za dużo. Ale tak, to była od niego bardzo miła wiadomość i trochę sobie ucięliśmy pogawędkę.

Rzeczywiście, Flavio był zawodnikiem Lechii, a ja pobiłem jego rekord na stadionie w Gdyni. Warto też dodać, że tam rozegrałem swój pierwszy mecz w Ekstraklasie, więc to było miłe uczucie, by właśnie tam to spiąć.

Chyba znam odpowiedź, ale gdybyś miał wybrać najważniejszego gola z tych 110, który by to był?

Myślę, że to jest jasne i mówiłem już o tym wiele razy w różnych wywiadach. Gol przeciwko Piastowi sprzed trzech lat, kiedy zremisowaliśmy tam w ostatnich minutach, był w moim odczuciu najważniejszym trafieniem.

Uważam tak dlatego, że po tym remisie na 90 procent byłem pewien, że mistrzostwo przypadnie Jagiellonii. Wiedziałem to, ponieważ ostatni mecz graliśmy u siebie, z naszymi kibicami, przy pełnym stadionie i byliśmy pewni, że nie ma innej opcji, jak tylko wygrać to decydujące spotkanie. Więc z całą pewnością wybrałbym gola przeciwko Piastowi.

A gdybyśmy mieli wybrać trzy najładniejsze bramki twojego autorstwa, jak wyglądałaby ta lista?

Gdybym miał wybrać trzy najlepsze gole, na trzecim miejscu umieściłbym przewrotkę [ang. bicycle kick] w domowym meczu przeciwko Stali Mielec, który wygraliśmy chyba 4:0.

Na drugim miejscu wskazałbym bramkę z Cracovią u siebie sprzed czterech sezonów, w ostatnim meczu, kiedy zremisowaliśmy 1:1. Wtedy również pobiłem rekord Tomka Frankowskiego, zostając najlepszym strzelcem w historii Jagiellonii, strzelając gola z połowy boiska.

Natomiast za mój absolutnie najlepszy gol uznałbym trafienie również przeciwko Cracovii, ale na ich stadionie w czasach pandemii Covid. To była po prostu bardzo ładna bramka i jednocześnie został to gol sezonu.

Jak daleko zamierzasz wyśrubować ten rekord? Po meczu w Gdyni widziałem porównania do Tomka Frankowskiego, który wrócił do Jagiellonii w wieku 34 lat i wciąż potrafił strzelić ponad 50 ligowych goli przed zakończeniem kariery. Podejmujesz to wyzwanie?

Uff, to pytanie jest trudne, bo szczerze mówiąc, sam nie wiem. Postaram się strzelić tyle goli, ile to tylko możliwe, ale w tym momencie nie mam żadnego konkretnego celu do osiągnięcia.

Będę starał się zmuszać do ciągłego wysiłku, żeby grać tak długo, jak to możliwe i strzelać tak dużo bramek, ile tylko zdołam. Prawdę mówiąc, nie znam liczby ani granicy, którą mógłbym wyznaczyć. Teraz chcę się skupić wyłącznie na mistrzostwie i spróbować ponownie wygrać nasz drugi tytuł.

W którym momencie dotarło do ciebie, że twoja historia w Polsce może się tak potoczyć? Z dość anonimowego zawodnika do legendy Jagiellonii i całej ligi?

Nie, nie, oczywiście, że nie przypuszczałem tego. Kiedy przyjechałem do Polski, chodziło bardziej o to, by sprawdzić, jak to jest grać w innym kraju, ponieważ w moim ostatnim roku w Hiszpanii nie grałem zbyt wiele, a bardzo chciałem regularnie występować. Wisła otworzyła mi drzwi do gry w Ekstraklasie, a kiedy tu dotarłem, od razu poczułem się bardzo dobrze.

Kraków był niezwykle ładnym miastem i nigdy bym sobie nie wyobraził, że mógłbym tu zostać. A kiedy przeniosłem się do Jagiellonii, było dokładnie tak samo. Przyjechałem, zacząłem od razu strzelać bramki, ludzie zaczęli mnie za to uwielbiać, a ja z miejsca poczułem się tu świetnie. Moja rodzina również, bo to jest najważniejsze. Ale nigdy nie wyobrażałem sobie, że zostanę tu przez 9 lat, a może nawet i 10 lub więcej.

Jak myślisz, jak zakończy się ten sezon? Czego oczekujesz po finałowej fazie rozgrywek?

Nie wiem, jak to się ostatecznie skończy, ale jestem pewien, że będziemy walczyć o tytuł. Mamy teraz tylko trzy punkty straty do Lecha Poznań i oczywiście w tych ostatnich pięciu meczach postaramy się wygrać wszystko.

A potem będziemy po prostu czekać na jakiś błąd Lecha, na to, że przegrają jedno spotkanie. Na pewno będziemy rywalizować z nimi aż do ostatniego meczu, żeby ponownie sięgnąć po mistrzostwo.