Święta Bożego Narodzenia – czas, który choć celebrowany pod różnymi szerokościami geograficznymi i w odmiennych kulturach, w gruncie rzeczy sprowadza się do jednego mianownika. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w Polsce, Francji czy gdziekolwiek indziej, po całorocznej gonitwie i stresie najważniejsze staje się zatrzymanie i spędzenie czasu z najbliższymi. Jak ten wyjątkowy okres przeżywa jeden z najlepszych napastników Ekstraklasy? Afimico Pululu, snajper Jagiellonii Białystok, opowiedział nam o swoich rodzinnych tradycjach, kulinarnych słabościach i sposobie na całkowity reset od futbolu.
Rodzinny gwar i magia wspólnych chwil
Dla wielu sportowców, którzy na co dzień żyją na walizkach, święta to przede wszystkim powrót do domu. Zapytany o najwcześniejsze wspomnienie świąteczne, napastnik Jagiellonii bez wahania przywołuje obrazy z dzieciństwa pełne rodzinnego ciepła.
– Moim najwcześniejszym wspomnieniem jest podróż samochodem z całą rodziną do bliskich w Belgii lub Paryżu. Zatrzymywaliśmy się wtedy u babci w Brukseli lub u kuzyna w Paryżu; pamiętam, że w domu było nas może dziesięć lub jedenaście osób. To był bardzo radosny i zabawny czas. Jako dziecko nie zaprzątasz sobie wtedy głowy wieloma sprawami, po prostu cieszysz się chwilą spędzoną z kuzynami i rodziną – tłumaczy napastnik Jagiellonii Białystok.
Święta to emocje, nadzieja, ale też konkretne zwyczaje. Pululu przyznaje, że choć nadzieja i emocje przedświąteczne są ważne, to dla niego kluczowa jest obecność drugiego człowieka.
– Zgadzam się, że nadzieja jest kluczowa, ponieważ w tym czasie zawsze czegoś sobie życzysz i masz nadzieję, że to otrzymasz. Dla mnie jednak równie ważny jest wspólnie spędzony czas. To moment, w którym jesteś z rodziną, nie myślisz o niczym innym, tylko po prostu tam jesteś i dzielisz się z bliskimi dobrymi chwilami – mówi Pululu.
Co ciekawe, inspiracją do celebrowania tego czasu jest dla piłkarza jego przyjaciel. Mówiąc o inspirującej osobie w święta, Pululu wskazuje na kogoś, kto zaraża entuzjazmem.
– Taką osobą jest jeden z moich najlepszych przyjaciół, Jean. On naprawdę kocha święta i wkłada w nie mnóstwo pasji – organizuje wszystko dla rodziny i przyjaciół, dba o prezenty i całą oprawę. Jego zaangażowanie jest niesamowite; kiedy widzisz kogoś tak „szalonego” na punkcie świąt, sam czujesz inspirację, by robić to samo dla swojej rodziny – zdradza Afimico.
A co z samymi podarunkami? Okazuje się, że dla zawodnika z Białegostoku ulubiona tradycja świąteczna wiąże się właśnie z momentem obdarowywania.
– Zdecydowanie najbardziej lubię tradycję otrzymywania prezentów. To ten moment, gdy wszyscy są razem w jednym pokoju, czekają na otwarcie paczek i czują wielką ekscytację, chcąc zobaczyć, co dostali. Uwielbiam tę chwilę, gdy mama, siostra czy kuzyni wręczają ci upominki – mówi gracz Żółto-Czerwonych.
Jeśli chodzi o techniczne aspekty, czyli proces dawania prezentów – papier czy torebki, napastnik stawia na pragmatyzm.
– W moim przypadku są to po prostu torebki prezentowe. Nie należę do osób, które najlepiej pakują przedmioty, i szczerze mówiąc, brakuje mi do tego cierpliwości. Jestem gościem, który po prostu wkłada prezent do torebki i to wszystko – przyznaje.
„Poulet mayo”, Kevin i nowojorski sen
Każdy dom ma swoje smaki. Na polskim stole króluje karp i pierogi, a co znajdziemy na talerzu Afimico? Zapytany o jedno danie, bez którego nie wyobraża sobie stołu, wskazuje na egzotyczną dla nas, ale kluczową dla niego potrawę.
– Wybór jest duży, ale wskazałbym na plantany. Chodzi o konkretną specjalność o nazwie „poulet mayo” – są to plantany (odmiana bananów) przyrządzone z kurczakiem, gotowanym majonezem, cebulą, papryką i wieloma innymi dodatkami. To potrawa, dla której mógłbym zginąć; gdybyś zabrał ją teraz ze stołu, nie byłbym szczęśliwy – śmieje się Pululu.
Po jedzeniu przychodzi czas na relaks. Czy w domu Pululu ogląda się klasyki? Zapytany o ulubiony film i czy „Kevin sam w domu” to film świąteczny, piłkarz podchodzi do tematu refleksyjnie.
– Zazwyczaj w czasie świąt po prostu oglądaliśmy telewizję; wiedziałem, że o 20:45 zawsze puszczają jakiś świąteczny film i siadaliśmy do niego razem. Jeśli chodzi o bycie „samym w domu” w święta, to jest to skomplikowane, ponieważ widok innych ludzi spędzających czas razem, gdy ty jesteś sam, jest nieco dziwny. Z drugiej strony, to też element filmowy – jesz i wyobrażasz sobie, że celebrujesz święta – tłumaczy.
Gdyby mógł wyrwać się gdzieś na jeden dzień, jego wymarzona podróż świąteczna wiodłaby w dwa skrajnie różne miejsca.
– Mam w głowie dwa kierunki. Pierwszym jest Nowy Jork, ponieważ myślę, że można tam świetnie spędzić czas i poczuć wyjątkową atmosferę. Drugim miejscem jest Norwegia, a konkretnie Loen (lub okolice); kojarzę to miejsce z pięknych zdjęć i czuję, że musi tam być naprawdę miło – wyznaje.
Futbolowy detoks i rutyna mistrza
Życie profesjonalnego piłkarza to ciągła presja wyniku. Jak połączyć dyscyplinę sportową a przeżywanie świąt? Dla napastnika Jagiellonii kluczem jest nawyk.
– Łączenie codziennych obowiązków z duchowym aspektem świąt nie jest skomplikowane, ponieważ opiera się na rutynie. Tak jak narzucam sobie dyscyplinę, by zawsze iść na trening i być konsekwentnym w tym, co robię, tak samo podchodzę do świąt. Jeśli jesteś zaadaptowany do tego, by robić coś co roku, staje się to naturalne i łatwe do zarządzania – przekonuje Afimico.
Jednak, aby w pełni wypocząć, trzeba umieć się wyłączyć. Pululu ma swój sprawdzony świąteczny sposób na stres, który poleca każdemu, kto jest zmęczony pracą.
– Moim sposobem na uniknięcie stresu jest całkowite odcięcie się od futbolu. W tej branży mnóstwo ludzi ciągle pyta cię o to, co słychać w sporcie, jak idą sprawy i tak dalej. Moim sposobem jest powiedzenie stop – przestać myśleć i rozmawiać o piłce, a zamiast tego po prostu cieszyć się tym, co robi się poza boiskiem – wyjaśnia i dodaje: – Odcinanie się od zawodowych obowiązków w czasie świąt jest jak wyłączenie silnika po długim wyścigu – pozwala ostudzić emocje i w pełni skupić się na regeneracji w gronie najbliższych.





