Łomżyński Klub Sportowy po rzutach karnych ograł rezerwy Jagiellonii Białystok w finale Pucharu Polski na szczeblu województwa Podlaskiego. W regulaminowym czasie gry, jak również w dogrywce, mimo kilku okazji strzeleckich z obu stron, nie oglądaliśmy bramek. Jedenastki pewniej wykorzystywali zawodnicy ŁKS-u, którzy wygrali 4:3.

Po końcowym gwizdu więcej powodów do radości miał szkoleniowiec zespołu z Łomży. – Oceniam ten mecz jako będący pod naszą kontrolą. Oczywiście, zdarzały się momenty, w których przeciwnik skutecznie wychodził z kontratakami. Byli dobrze ustawieni taktycznie – skupieni głównie na obronie i zabezpieczeniu przestrzeni. Bardzo dzielnie się bronili, trzeba to przyznać. Szkoda tych wcześniej niewykorzystanych sytuacji, bo mogliśmy zamknąć ten mecz wcześniej – tłumaczył Grzegorz Białek.

– Gratulacje należą się całemu zespołowi – chłopaki zostawili serce na boisku. Naprawdę, bez względu na to, czy to była pierwsza minuta, dziewięćdziesiąta, początek czy koniec dogrywki – za każdym razem chcieliśmy być zespołem dominującym. Jeszcze raz gratuluję całej drużynie i zarządowi. I ogromne podziękowania dla kibiców – tak wspaniałej grupy dawno nie widziałem na meczu pucharowym. To była naprawdę liczna i wyjątkowa grupa – dodał.

Bardziej doświadczony zespół do osiągnięcia celu potrzebował serii rzutów karnych. W serii jedenastek zawodnicy ŁKS-u nie pomylili się ani razu. – Zespół Jagiellonii składał się głównie z młodych zawodników, więc doświadczenie było po naszej stronie – i to było widać zarówno w meczu, jak i w serii rzutów karnych. Gratulacje dla zawodników – stuprocentowa skuteczność – i wielkie brawa dla naszego bramkarza, Adriana Olszewskiego, który wyczuł intencje strzelca przy każdym rzucie karnym. Naprawdę, gratulacje! – chwalił swój zespół i wybranego najlepszym graczem finału w drużynie ŁKS-u golkipera, trener Białek.

Zwycięstwo w finale to nie tylko nagroda finansowa i kolejne trofeum do klubowej gabloty, to także prawo gry w Pucharze Polski na szczeblu centralnym. – To duża nagroda, bardzo się cieszymy. Szkoda ostatniego ligowego meczu, bo – jak mówiłem w naszej ostatniej rozmowie – chcieliśmy pokazać, jak silnym zespołem jesteśmy. Przed nami jeszcze wyjazd do Olsztyna. Jedziemy tam w pełni zmobilizowani, żeby również ten mecz wygrać – zakończył Białek.

– Zagraliśmy optymalnie jak na finał. Jedni i drudzy mieli swoje sytuacje. Mieliśmy też momenty, w których musieliśmy trochę bardziej przetrzymać w defensywie i to się nam udawało. W drugiej połowie byliśmy nico bliżsi zdobycia bramki, mieliśmy super sytuację Tokiego, strzał w poprzeczkę, wybicie z pustej bramki. Łomża pod względem fizyczności i doświadczenia miała przewagę. W przerwie znaleźliśmy sposób na przeciwnika — zmieniliśmy trochę pressing, wprowadziliśmy też jedną korektę przy wyprowadzaniu piłki i to zaczęło działać. Myślę, że druga połowa była już nasza – mówił po meczu Tomasz Kulhawik, trener drugiego zespołu Jagiellonii Białystok.

– Szkoda tylko tych ostatnich kontrataków, kiedy wychodziliśmy czterech na trzech. Mogliśmy z nich wycisnąć więcej. Mimo to jestem bardzo dumny z chłopaków, to w ogóle nie podlega dyskusji. Po tym, jak w sobotę zapewniliśmy sobie utrzymanie w III lidze — co podkreślam za każdym razem — nie było łatwo się przestawić na kolejny mecz o dużą stawkę. Wszystkie zmiany, które dziś wykonaliśmy, były wymuszone. Sześć zmian — wszystkie z powodu kontuzji albo skurczów. To tylko pokazuje, jak bardzo ci chłopcy się zaangażowali. Rzuty karne to loteria. Dzisiaj wygrała Łomża, może w następnym meczu to my byśmy byli górą. Przyjmujemy to z pokorą, ale naprawdę jestem z tej drużyny bardzo dumny – dodał Kulhawik.

Duże znaczenie w kontekście ostatecznego rozstrzygnięcia miało doświadczenie. – Kosakiewicz est o 18 lat starszy od Adriana Damasiewicza, który ma zaledwie 16 lat. To jasno pokazuje, z kim rywalizowaliśmy i na jakim etapie jesteśmy. Może przy karnych zabrakło nam trochę doświadczenia. Nawet po samym wyglądzie Adriana Olszewskiego było widać, że przy tych jedenastkach wydawał się dwa razy większy od naszego zawodnika. Adi to nasza perełka. Przyjechał i już drugi raz zagraliśmy z nim w meczu na naprawdę wysokim poziomie. Debiutował przeciwko Stomilowi — zagrał świetnie. Dziś też był bardzo mocny. Zawsze nam pomagał, zawsze był ważną postacią tego zespołu. I wierzę, że jeszcze przyjdzie jego moment. Przyjdzie taki dzień, że to on będzie bohaterem w serii rzutów karnych. Dziś pewnie jest trochę smutny, ale jestem spokojny, że jeszcze nie raz odegra kluczową rolę w finale – podsumował szkoleniowiec białostoczan.

Jagiellonia II Białystok – ŁKS Łomża 0:0 (0:0) 3:4 po rzutach karnych