W ostatniej kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy dobiegła końca kapitalna seria meczów bez porażki w wykonaniu Jagiellonii Białystok. Żółto-Czerwoni pozostawali niepokonani przez kolejnych osiemnaście spotkań łącząc grę w lidze najpierw z eliminacjami do europejskich pucharów, a następnie z fazą ligową Ligi Konferencji. Po pierwszej kolejce mało kto spodziewał się takiego scenariusza, ale jak przekonuje jeden z liderów Jagi, to im pomogło. – Myślę, że to był dla nas taki potrzebny „cios w twarz” – przypomnienie: jesteś Jagiellonią, grasz w pucharach, okej, ale musisz być skoncentrowany w każdym meczu. Po tamtym spotkaniu drużyna naprawdę się zjednoczyła – mówi Jesus Imaz, który w trakcie trwania omawianej serii przekroczył granicę stu goli w lidze strzelonych przez obcokrajowców.

Sezon rozpoczął się od bolesnego lania przed własną publicznością, którego autorem był Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Porażka 0:4 nie sprawiła, że zespół Adriana Siemieńca zboczył z obranej drogi. „Nowa Jagiellonia” po prostu potrzebowała odrobiny więcej czasu, żeby znów zacząć zachwycać. – Przegraliśmy 0:4, to jest sytuacja nieakceptowalna. Nie tak wyobrażaliśmy sobie start sezonu – mówił na konferencji prasowej po meczu, szkoleniowiec białostoczan Adrian Siemieniec.

– Musimy być w tym razem. Nie jest sztuką wspierać zespół i oklaskiwać ich wtedy, kiedy wszystko jest dobrze. Po meczu takim jak ten jest moment na spójność, wiarę w proces, ludzi. Na zaufanie i cierpliwość. Ja tym będę się wykazywał. Oprócz tego, że mamy taki wynik jaki mamy to też nie jest tak, że nie znajduję żadnych pozytywów z tego spotkania. Jeżeli nie w grze całej drużyny i momentach to indywidualnie. Mam więcej wiedzy i odpowiedzi niż miałem przed tym meczem. Moja rola, żeby wyciągać wnioski i nastawić ten zespół w odpowiednim kierunku, a wtedy cierpliwie czekać na efekty – kontynuował, cytowany przez oficjalny portal klubu, Siemieniec.

Jak się szybko okazało – miał rację. Najbardziej spektakularnym momentem wczesnej fazy sezonu był comeback przy Słonecznej przeciwko Widzewowi — z 1:2 do zwycięstwa 3:2. Dwie bramki zdobyte w doliczonym czasie stały się symbolem determinacji i wiary w końcowy sukces: obraz drużyny, która nie rezygnuje i potrafi odnaleźć siłę w najtrudniejszych momentach. Ten mecz uświadomił także, że trzecia drużyna poprzedniego sezonu jest znów bardzo mocna.

– Bardzo się cieszę, że przy odrobinie – nie chcę powiedzieć szczęścia, ale szczęście to jest coś, na co się pracuje – wygrywamy dwa mecze w taki sposób w końcówce. To na pewno nam pomoże, zbuduje, doda pewności siebie, ale też da momenty, których szczególnie na początku budowy drużyny bardzo potrzebujemy – czyli euforia, entuzjazm, radość – powiedział po niesamowitym meczu z Widzewem, Adrian Siemieniec.

W kolejnych tygodniach Jagiellonia pokazała, że porażka z Termalicą była jedynie wypadkiem przy pracy. Wyjazdy do Warszawy i Poznania — trudne testy dla każdego zespołu — przyniosły cenne wyniki i potwierdziły rosnącą formę Jagiellończyków. W tych spotkaniach trener i zawodnicy wielokrotnie podkreślali, że powtarzalność i koncentracja są fundamentem dalszych sukcesów. 

Najbardziej eksponowanym sprawdzianem okazał się wyjazd do Strasbourga w Lidze Konferencji — mecz, w którym Jagiellonia przez długi czas prowadziła, a ostatecznie dowiozła cenny remis 1:1 na terenie faworyta. Po meczu trener Adrian Siemieniec wyrażał dumę z drużyny: mówił o skali postępu i o tym, że wynik pokazuje, gdzie teraz jest zespół. Remis na Stade de la Meinau był dowodem, że białostoczanie potrafią rywalizować na europejskim tle i że ich seria ma podstawy w solidnej pracy całego sztabu. 

Piękny marsz białostoczan został przerwany dopiero w meczu 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Górnikiem Zabrze, a o całym nowym klubowym rekordzie porozmawialiśmy po meczu z Miedzią Legnica z Jesusem Imazem, który od początku tego sezonu pozostaje w kapitalnej dyspozycji.

Przede wszystkim powiedz, co czułeś po tym meczu z Górnikiem Zabrze, kiedy wiedziałeś, że ta piękna seria się zakończyła?

— No cóż, skończyła się, jak się skończyła. Myślę, że nie zasłużyliśmy na tę porażkę. Wszyscy wiedzą, co się wydarzyło. Ale to była naprawdę piękna seria. Ustanowiliśmy kilka rekordów, zapisaliśmy się w historii klubu. To bardzo ważne. Graliśmy wiele trudnych spotkań i nie przegrywaliśmy. A teraz musimy zacząć od nowa. Zaczynamy dzisiaj – wygraliśmy, jesteśmy w następnej rundzie i tyle. Skupiamy się na kolejnym meczu i idziemy dalej.

Jaki moment w tej serii był najtrudniejszy, żeby ją podtrzymać?

— Po prostu utrzymać koncentrację w każdym meczu. Bo kiedy dużo wygrywasz albo długo nie przegrywasz, czasem spada poziom skupienia. W naszym zespole tak nie było. Drużyna była gotowa na każde spotkanie. Jesteśmy bardzo ambitni – chcemy wygrywać z każdym, niezależnie czy to Strasbourg, czy Ekstraklasa, czy dziś Puchar Polski. I to jest najważniejsze. Właśnie dlatego udało nam się utrzymać tę długą serię.

Po obozie przygotowawczym i po pierwszym meczu chyba niewiele osób spodziewało się, że to wszystko potoczy się w taki sposób. Co się zmieniło po tamtym spotkaniu z Termalicą?

— Myślę, że potrzebowaliśmy po prostu czasu. Czasu, bo było wiele zmian, przyszli nowi zawodnicy. Musieliśmy się ze sobą zgrać, lepiej poznać. Myślę, że to był dla nas taki potrzebny „cios w twarz” – przypomnienie: jesteś Jagiellonią, grasz w pucharach, okej, ale musisz być skoncentrowany w każdym meczu. Po tamtym spotkaniu drużyna naprawdę się zjednoczyła. Uwierzyliśmy w siebie nawzajem. Zaczęliśmy lepiej trenować, rozwijać się, stawać się coraz lepsi. I dlatego zespół urósł. Jesteśmy bardzo silną drużyną. Mamy wielu zawodników, każdy może zagrać w pierwszym składzie – i to jest dla nas ogromny atut.

Czy można powiedzieć, że poprzedni sezon – ten, w którym nauczyliście się łączyć grę na kilku frontach – pomógł wam w stworzeniu tej serii?

— Tak, zdecydowanie tak. W poprzednim sezonie graliśmy w Europie i teraz jesteśmy lepsi, bardziej doświadczeni. Wiemy, jak rywalizować z drużynami, które mogą być od nas mocniejsze – jak Strasbourg, albo z silnymi zespołami Ekstraklasy, jak Lech czy Legia na wyjeździe. Myślę, że wyciągnęliśmy z tamtego sezonu wnioski i dzięki temu teraz jesteśmy silniejsi.

Gdybyś miał wskazać tylko jeden mecz – który był najtrudniejszy, a który najłatwiejszy?

— Myślę, że mecz z Legią na wyjeździe był bardzo trudny. Tak samo jak spotkanie ze Strasbourgiem – te dwa mecze były najcięższe. Legia nie pozwoliła nam grać naszego futbolu. Ale ze Strasbourgiem zagraliśmy dobre spotkanie – oni po prostu są bardzo mocnym zespołem i trochę cierpieliśmy. Ale, jak mówiłem, to doświadczenie dało nam coś ważnego – punkty w Ekstraklasie i punkty w Lidze Konferencji.

A najłatwiejszy mecz?

— Myślę, że któryś u siebie. Bo u siebie jesteśmy bardzo silni. Przy czym to nie ma tak, że sam mecz jest łatwy. Bardziej mam na myśli, że gra nam się łatwiej przed własną publicznością, w doskonale znanych nam warunkach. Przy czym ostatecznie musisz to jeszcze przełożyć na boisko. Mieliśmy kilka fajnych spotkań przy Słonecznej – z Koroną czy Arką.

Co było ważniejsze – chłodna głowa czy może przygotowanie fizyczne, nastawienie ciała?

— Mentalność zawsze jest najważniejsza. Bo jeśli jesteś gotowy w głowie, to nogi same niosą. Nie możemy trenować zbyt dużo, bo nie mamy na to zwyczajnie czasu, musimy po prostu być gotowi na mecz. A kiedy głowa jest gotowa, to nogi idą za nią.

Po porażce w Zabrzu, białostoczanie wywalczyli awans do kolejnej rundy STS Pucharu Polski, eliminując z gry Miedź Legnica. Czy to będzie początek kolejnej serii? Czy Żółto-Czerwoni znów wyśrubują swój klubowy rekord? Mamy nadzieję, że tak!