Wojciech Kobeszko: W piłce nożnej trzeba zaznać bólu i cierpienia

Home / Aktualności Młodzieżowe / Wojciech Kobeszko: W piłce nożnej trzeba zaznać bólu i cierpienia

Wojciech Kobeszko był przez wiele lat idolem kibiców Jagiellonii Białystok. Strzelał bramkę za bramką, rozkochując w sobie tysiące fanów. Dziś nadal jest związany z „Żubrami” – jako trener w klubowej akademii stawia przed sobą cel wychowania swoich następców. – Praca szkoleniowca jest dużo trudniejsza niż ta piłkarza – przekonuje w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

14caa08f5831ab9069e996fefce03d02

Co Pana łączy z reprezentacją Polski?

Co najmniej dwóch zawodników – Mikołaj Nawrocki i Bartosz Bida, przynajmniej na ten moment. Kilku chłopaków jeździło jeszcze na konsultacje, ale nie są podstawowymi zawodnikami kadry.

Myśleliśmy, że raczej wskaże Pan Adama Nawałkę, pod którego okiem grał Pan w Jagiellonii.

Wskazałem chłopaków, bo do właśnie oni są dla mnie najważniejsi, na tym teraz się skupiam. Niemniej jednak rzeczywiście, łączy mnie też postać selekcjonera. Naszą współpracę w „Jadze” bardzo dobrze wspominam. Gdy był w klubie, wiele się od niego nauczyłem. Na pewno pracowało się z nim inaczej, niż z pozostałymi trenerami. Adam Nawałka wielką wagę przykładał do szczegółów. Czasami tego w pierwszej chwili nie rozumieliśmy, ale potem widzieliśmy, jak duże mają one znaczenie na boisku. Pod jego wodzą zrobiłem największy postęp jako piłkarz, ale także teraz, już jako trener, czerpię z tamtej współpracy pewne wzorce. To świetny nauczyciel, zarówno pod względem sposobu gry, organizacji treningów, jak i zaangażowania.

Przez wiele lat był Pan jednym z czołowych zawodników Jagiellonii. Dziś ma to wpływ na postrzeganie Pana jako trenera przez młodzież? Jest łatwiej, gdy podopieczni widzą, że ich trener nie tak dawno porywał białostockie tłumy kibiców?

Nie mam co prawda rocznika naborowego, ale uważam, że większy wpływ na chęć do gry mają aktualnie występujący w Jagiellonii zawodnicy. To, że ten zespół jest teraz w ścisłej czołówce ekstraklasy, to, że właśnie teraz klub przeżywa piękny czas, przekłada się na zainteresowanie młodzieży. Nowe pokolenie może mnie znać tylko z opowieści lub filmów na YouTube.

Jagiellonia jest jednym z niewielu klubów w Polsce, która w tak dużym stopniu wykorzystuje w akademii swoich byłych zawodników, utożsamiających się z klubem.

Białystok jest pod tym względem bardzo specyficzny. Przez wiele lat drużyna Jagiellonii opierała się na swoich wychowankach lub chłopakach z najbliższych okolic, ewentualnie dobierając wyłącznie jednostki z dalszych stron. Ci, którzy po zakończeniu kariery zdecydowali się zostać przy piłce, w większości w dość naturalny sposób znaleźli zatrudnienie jako trenerzy w akademii. Choć nie da się ukryć, w związku z tym marketingowo wygląda to całkiem nieźle (śmiech). Jest w tym wszystkim ciągłość, bo zawodnicy utożsamiali się z klubem i chcieli w nim pozostać. Muszę jednak przyznać, że praca trenera jest trudniejsza niż bycie piłkarzem. Na boisku zawodnik odpowiada za siebie i swoje przygotowanie. Funkcja szkoleniowca nakłada dużo większą odpowiedzialność. Nie jest to łatwe, cały czas trzeba się doskonalić i poprawiać błędy, które się przydarzają.

Prowadzi Pan obecnie rocznik 2001. Da się chłopaków w takim wieku utrzymać w ryzach?

Dyscyplina jest i być musi! Trening ma być poukładany, brak tu miejsca na wygłupy. Wiadomo, to na razie etap akademii, ale wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że to czas, który ma ich przygotować pod kątem występów w pierwszym zespole. Funkcjonuje selekcja, nie jest tak, że przychodzą sobie, bo akurat im się podoba. Jeśli ktoś nie jest w stanie się podporządkować, następnego dnia może go już w klubie nie być. Oczywiście, zdarzają się różne przypadki, lecz generalnie nie ma większych kłopotów. Nie trzeba o takich rzeczach wspominać, wszyscy się pilnują.

Zazdrości Pan trochę swoim podopiecznym warunków, w których trenują? Mają do dyspozycji dobre boiska, sprzęt, wszelkie nowinki technologiczne…

Jesteśmy prężnie działającą akademią, ale – paradoksalnie – pod względem boisk to chyba moje pokolenie miało pewną przewagę. Teraz młodzież ma bardzo dobrej jakości sztuczne boiska, oświetlenie, wygodniejsze szatnie, lecz brakuje nawierzchni naturalnej. Jest to naszą bolączką i to żadna tajemnica. W czasach mojej czynnej gry było ich dużo więcej. Miasto się rozbudowuje, postępuje urbanizacja, więc boiska niestety giną. Pojawiają się dobrej jakości place, ale to głównie orliki. Wszyscy czekamy i liczymy, że wkrótce będziemy mogli cieszyć się z nowej bazy szkoleniowej. Ułatwiłoby to pracę i trenerom, i dzieciakom.

Jaki wpływ na mentalność i podejście do codziennych obowiązków ma wygoda, której doświadczają młodzi zawodnicy? Rodzice przywiozą na trening, klub zapewni sprzęt, w klubie, gdzie rozmawiamy, stoją konsole Play Station. Nie gubią się w tym?

Są rozpieszczeni, to na pewno. Inna sprawa, że nie mają gdzie kształtować charakteru, uczyć zadziorności. Ja w wieku 8-9 lat jeździłem na treningi przez całe miasto autobusami i nikt nie robił z tego problemu. Wiedziałem, w który wsiąść i jak dojechać na miejsce. Dzieciaki były samodzielne i to było coś normalnego. Dziś takiego delikwenta zgarnęłaby policja i rodzice mieliby jeszcze z tego problemy. Wszyscy są przyzwyczajeni, że na dzieci trzeba chuchać i dmuchać. Dostają bardzo łatwo pewne rzeczy, co wpływa na charakter. Nie muszą się zbytnio wysilać, żeby na coś zasłużyć. Tymczasem w piłce, żeby do czegoś dojść, trzeba naprawdę ciężko pracować. W tym model, że tak to nazwę, szybkiego zadowalania dzieci kłóci się ze szkoleniem piłkarskim. W futbolu trzeba czasem zaznać bólu, cierpienia i pokonywać przeciwności losu, aby osiągnąć cel, a to nie wszystkim pasuje. Nie można jednak mówić, że wszyscy tacy są, ale to rodzynki. W tym rola rodziców i trenerów, by wyzwolić w jak największej liczbie chłopaków ten podlaski, „żubrzy” charakter.

A czy dostrzega Pan jakiś wpływ „ery cyfryzacji” na szybkość przyswajania wiedzy taktycznej czy kreatywność u kandydatów na piłkarzy?

Tutaj sporą rolę do odegrania mają trenerzy. Powiem dość przewrotnie – przy przyswajaniu wiedzy taktycznej przez zawodników niezwykle ważna jest kreatywność szkoleniowca. Dochodzi się do tego długą pracą. Prowadzę rocznik, który musi już wiedzieć, że nie jest to gra podwórkowa. Albo coś złapiesz, albo nie przebijesz się dalej. System zero-jedynkowy.

Rozmawiali Jacek Janczewski i Emil Kopański
Fot. East News

źródło: łączynaspiłka.pl