Najlepszy piłkarz I ligi: Damian Kądzior zawodnik Wigry Suwałki

Start / Aktualności Roz. Centralne / Najlepszy piłkarz I ligi: Damian Kądzior zawodnik Wigry Suwałki

Najlepszy piłkarz I ligi: „Narzeczona przeczuwała moje zwycięstwo! Rzadko widzimy plączącego ojca”

kadzior

Jesień w I lidze należała do Damiana Kądziora. Pomocnik Wigier Suwałki robił furorę na zapleczu LOTTO Ekstraklasy. Imponował przede wszystkim ofensywnym stylem gry, który przyniósł efekt w postaci wielu bramek i jeszcze większej liczbie asyst. Nie było więc zaskoczenia, gdy odebrał nagrodę w plebiscycie „Piłki Nożnej” dla najlepszego I-ligowca roku. – Narzeczona rok temu przeczuwała, że to ja zdobędę tę nagrodę. Spełniłem marzenie swoje i ojca, który aż się popłakał ze wzruszenia – mówi Kądzior w specjalnie rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Na początek gratulacje! W plebiscycie „Piłki Nożnej” został Pan wybrany I-ligowcem roku.
Można powiedzieć, że ta nagroda to zwieńczenie udanej jesieni. Generalnie, rok 2016 był bardzo dobry dla Wigier i dla mnie. Statuetkę traktuję jako podsumowanie ostatnich 12 miesięcy.

To była najlepsza runda w pańskiej karierze?
Tak. Tyle, że nie w karierze, a w… mojej przygodzie z piłką. Karierę to robią piłkarze w ekstraklasie. Mam tylko nadzieję, że przyszła runda nie będzie gorsza.

Znalazł się Pan w zacnym gronie laureatów.
Rok temu, będąc jeszcze zawodnikiem Dolcanu Ząbki, oglądałem galę w telewizji. Zazdrościłem wszystkim nominowanym. Narzeczona powiedziała, że wierzy we mnie i uważa, iż za rok to ja mogę odbierać nagrodę dla najlepszego I-ligowca. No i miała rację. Na pewno nie spocznę na laurach. Muszę jeszcze ciężej pracować, żeby potwierdzić, że ta nagroda nie trafiła do mnie przypadkowo. Poprzeczka idzie w górę. Pokazałem się szerszemu gronu ludzi. Za rok też chciałbym być w tym miejscu, mając świadomość, że za mną kolejny udany etap.

kadziorr

Uroczysta gala była przeżyciem?
Spotkałem i poznałem wielu znanych ludzi ze świata piłki. Bardzo miło mi się zrobiło, gdy z gratulacjami podszedł Michał Pazdan, a było nie było, to jedna z bardziej znanych obecnie osobistości w Polsce. Znaleźliśmy się w doborowym towarzystwie. Lekki stres był, gdy musiałem odebrać nagrodę. To kolejny, ważny etap w moim życiu. Poczułem, że moja ciężka praca została nagrodzona. Cieszę się, że mogłem brać udział w tak ważnej gali. Jak już mówiłem, nie zamierzam na tej nagrodzie poprzestać. Nadal będę robił swoje. Muszę iść do przodu.

Z Pazdanem rozmawiał Pan o reprezentacji?
Na razie mierzę siły na zamiary. Ja jestem I-ligowcem, a Michał to jeden z najlepszych polskich piłkarzy. Przed mną wiele pracy i wyrzeczeń. Moje marzenia to być zdrowym i zagrać w końcu w ekstraklasie. A w dalszej perspektywie, gdy odpowiednio się rozwinę, to może uda mi się zagrać w reprezentacji?

Pański ojciec, Robert Kądzior, musiał być bardzo dumny z syna…
Jeśli chodzi o przygodę z piłką, to ojcu zawdzięczam najwięcej. Był moim pierwszym trenerem. Do tej pory, gdy tylko mam okazję być w Białymstoku, nadal współpracujemy. Muszę mu podziękować za wszystko. Wiem, że do domu moich rodziców zjechała się cała rodzina. Wszyscy oglądali galę, mocno trzymając kciuki. Z opowieści wiem, że tata bardzo się wzruszył. Rodzina śmiała się, że drugi raz w życiu widzieli go płaczącego. Był dumny, w końcu ma jednego syna. Spełniłem też jego marzenie. Zawsze chciał zobaczyć mnie na gali, odbierającego nagrodę.

kadzior r

Pański telefon musiał być w sobotę rozgrzany do czerwoności?
SMS-ów dostałem mnóstwo, choć większości znajomym nic nie mówiłem o gali. Dobrze jednak wiedzieli, co się święci. Podczas gali nie chciałem siedzieć w telefonie. Oddałem go mojej narzeczonej. Potem jednak sam odpisywałem na wszystkie SMS-y. Bardzo wszystkim dziękuję. Jestem wdzięczny, że mnie dopingowali. Tutaj też wielkie słowa dla kolegów z drużyny. Bez nich nie byłbym teraz w tym miejscu, w końcu piłka to sport drużynowy!

Jesienią strzelił Pan osiem goli, miał 11 asyst, a rok zakończył z 12 golami i 18 kluczowymi podaniami. Czego chcieć więcej?
Runda jesienna była dla mnie wyjątkowa. Wychodziło mi praktycznie wszystko. Miałem chwilowy zastój, kiedy przestałem strzelać i asystować, ale potem wszystko wróciło do normy. Nie będę się jednak zadowalał jedną rundą. Wiem, że ciężko będzie powtórzyć ten wynik. Jeśli tylko zdrowie dopisze, to jestem przekonany, że zrobię krok do przodu.

Po tak udanych występach pewne było, że spłyną do Pana oferta z ekstraklasy. I tak też się stało.
Zainteresowanie było i jest. Przed Świętami Bożego Narodzenia miałem kilka telefonów z zapytaniem. To wszystko nie jest takie proste. Nie dziwię się, że Wigry chcą na mnie zarobić, tymczasem mało który klub ekstraklasy przeprowadza transfery gotówkowe. Wyjątkami są Legia, Lech i Lechia. Miałem dobrą propozycję z Pogoni Szczecin. Jakieś szczegóły sprawiły, że transfer nie doszedł do skutku. Nie załamuję się tym. Powiem więcej, to dla mnie bodziec do cięższej pracy. Skoro ktoś się mną interesuje, to znaczy, że jestem uważnie obserwowany. Muszę dobrze grać, dobrze się prowadzić. Myślę, że prędzej czy później trafię do ekstraklasy, mimo tych przeciwności losu. Może im dłużej się czeka, tym potem ekstraklasa będzie lepiej smakowała?

kadziorrr

Wiosną przed Panem kolejne cele, w tym półfinał Pucharu Polski. Szykuje się już Pan na finał na PGE Narodowym?
Tak daleko myślami to jeszcze nie wybiegam. Dla całych Wigier gra w finale na PGE Narodowym, przed liczną publiką, jest wielkim marzeniem. Najważniejszy będzie dla nas pierwszy mecz z Arką Gdynia. Później liga, dopiero potem rewanż w Gdyni. Z Arką chcemy zagrać dwa dobre mecze, cieszyć się grą.

Jak ważny z pańskiej karierze był trener Dariusz Dźwigała?
Po ojcu to najważniejsza osoba w moim życiu piłkarskim. Trener Dźwigała dał mi szansę w Dolcanie Ząbki, choć wcześniej seniorskiej piłki za bardzo nie posmakowałem. Grałem w Motorze Lublin i w rezerwach Jagiellonii Białystok. I liga to był dla mnie duży przeskok. Za każdym razem powtarzał, że widzi we mnie potencjał. Dzięki niemu wydobyłem swoje najlepsze cechy, nabrałem pewności siebie. Szkoda, że Dolcan się rozpadł. Dźwigała to super szkoleniowiec i człowiek. Pasują mu zawodnicy kreatywni, którzy lubią być przy piłce i dużo nią operują. Do tego stara się oszlifować każdy talent. Trener, z którym obecnie pracuję, czyli Dominik Nowak, również mocno mnie wspiera.

Piotr Wiśniewski

źródło: laczynaspilka.pl