Legendy MOTORU Lublin / Mirosław CAR – „Carek” bicie wolnych trenowal na bosaka!

Start / Aktualności Trenerzy / Legendy MOTORU Lublin / Mirosław CAR – „Carek” bicie wolnych trenowal na bosaka!

W czerwcu 1983 roku Motor Lublin walczył o powrót do I ligi po wcześniejszym spadku. Do ostatniej chwili w tej rywalizacji uczestniczyła  Resovia Rzeszów. Jeszcze na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek drużyna  w której grał Jan Domarski miała punkt przewagi nad Motorem.  Los tak wyreżyserował zakończenie sezonu, że 29 czerwca w 29 kolejce obie jedenastki miały się ze sobą spotkać. Na stadionie przy Al. Zygmuntowskich stawiło się ok. 30 tysięcy kibiców. Kibice obu drużyn szanse rozdzielali równo. Za Resovią przemawiała znakomita forma, bardzo równany skład i pragnienie zdobycia historycznego awansu.

Mecz rozpoczął się od badania stanu nerwów rywali. Pomocnicy przetrzymywali piłkę w środku boiska, co najwyżej bez przekonania uruchamiając skrzydłowych. Nikt nie spodziewał się, że będzie łatwo przebić się przez precyzyjnie ustawione „zasieki” osłaniające pola karne. Stało się inaczej…

Sędzie podyktował wolnego w odległości ok. 30 metrów do bramki Resovii. W Motorze byli piłkarze, którzy potrafili groźnie uderzyć z takiej odległości – choćby Pop czy Dębiński. Tymczasem w zamieszaniu ustawił się w murze gości jeden z zawodników żółtio-niebieskich. Piłkę potężnym kopem uderzył Mirosław Car. Fałszywy „pustak” rzeszowskiego muru uciekł z niego, a piłka ze świstem przeleciała dziurą i wpadła do siatki obok zahipnotyzowanego bramkarza. To był majksersztyk.

Kiedy tłum na trybunach ochłonął można było usłyszeć: – Ot! Cygan z Białegostoku ma chyba dzisiaj dzień konia! Ale Resovia świetnie kontrowała, w końcu grał u nich strzelec „najcenniejszej bramki w dziejach polskiej piłki”. Obawiano się tych kontr.

Tymczasem gra toczyła się dalej, a goście nie myśleli oddawać awansu bez walki. Remis dawał im nadal punkt przewagi nad Motorem. Ostatni mecz grali u siebie, a Motor w Warszawie z silną Polonią.

W pewnej chwili arbiter ponownie podyktował wolnego – mniej więcej z 25, a może nawet z 30 metrów. Wokół staranniej tym razem ustawianego muru,  ponownie ale niepostrzeżenie dla otoczenia zaczął się kręcić jeden z graczy lubelskich. Większość gospodarzy stanęła blisko piłki, stali niedbale, ze wzrokiem wpatrzonym w różne miejsca na niebie i stadionie. Kiedy sędzia uniósł gwizdek wokół muru i piłki zrobił się bałagan. Z muru ktoś wyskoczył… Po sekundzie piłka już pędziła w kierunku bramki. Nikt na trybunach nie zauważył manewru – przez chwilę nie wiadomo było nawet kto strzelal w kierunku bramki. Okazało się że był to Mirosław Car, a gol był bliźniaczo podobny do pierwszego.

Od tego momentu goście jakby  zastygli, jakby przestali wierzyć w wyrównanie, a gospodarzom urosły skrzydła. Motor strzelił dwie bramki których autorem był Andrzej Pop. Teraz już wystarczyło tylko zremisować w Warszawie z Polonią i powrót do I ligi stał się faktem (Motor wygrał z Polonią 1:0). Oczywiście bohaterem meczu sezonu był Mirosław Car – cygan z Bielska Podlaskiego.

Ten zadziorny i dobrze wyszkolony piłkarz przyszedł do Motoru z Legii Warszawa, gdzie nie mógł przebić się do pierwszego składu (wystąpilł tylko w jednym spotkaniu ligowym pierwszego zespołu – z Szombierkami 2:2, kiedy to zmienił Janusza Barana). Natomiast  karierę rozpoczynał w Turze Bielsk Podlaski. Mając 23 lat znalazł się w Lublinie. Zapowiadał się rewelacyjnie, lecz nie wykorzystał swojego talentu.

W 1986 roku pojawił się w Jagielloni Białystok, gdzie grał do 1989 roku, by wrócić do Bielska Podlaskiego. Miał jeszcze epizod w miejscowym Turze i LZS Piliki, jednak kontuzja ścięgna Achillesa przez którą musiał zakończyć karierę, doskwierała coraz bardziej. Został trenerem.

7 czerwca niemal dokładnie 30 lat po słynnym meczu z Resovią zmarł mając 53 lata. Jego syn Karol urodzony w 1986 roku przez wiele lat uchodził za wielki talent, ale osiągnął tylko poziom III ligi w Mieszku Gniezno i w barwach Tura Bielsk Podlaski.

– Szok. Aż ciężko coś powiedzieć  – mówił dla portalu paco.pl, po otrzymaniu informacji o śmierci kolegi Tomasz Jasina (foto), piłkarz który grał w Motorze razem z Mirosławem Carem.  – „Carek” był niezwykle sympatyczny, bardzo uczynny. Pamiętam, że miał atomowe uderzenie, za które wszyscy go podziwiliśmy. Na zakończenie treningów, gdy ćwiczyliśmy rzuty wolne on zdejmował buty oraz skarpety i gołą nogą  walił tak mocno że zapierało dech w piersiach. To było coś niesamowitego.

Kolega z Jageielloni Białystok Dariusz Bayer: – Mirek dosyć krótko grał z nami, gdyż jego karierę przerwała kontuzja. Miał jednak bardzo wielkie serce do gry. Ile miał zdrowia, tyle go zostawiał na boisku.

MIROSŁAW CAR (ur. 24. 11. 1960 w Bielsku Podlaskim, zm. 7. 06. 2013). Środkowy obrońca. Kluby: Tur Bielsk Podlaski, Legia Warszawa, Motor Lublin, Jagiellonia Białystok, LZS Piliki. Współautor awansu  Motoru Lublin do I ligi w 1983 roku, współautor awansu do I ligi Jagielloni Białystok.  W sumie w ekstraklasie rozegrał 40 spotkań –  jedno w Legii, 23 w Motorze i 16 w  Jegielloni.

leksykn / hs / foto Krzysztof Jankowski

źródło: lubelskapilka.pl