Historia Igora Lewczuka, czyli nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń

Start / Aktualności Młodzieżowe / Historia Igora Lewczuka, czyli nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń

Ma na koncie cztery Puchary Polski, jedno mistrzostwo oraz dwa występy w reprezentacji Polski. Igor Lewczuk, obchodzący 30 maja 32. urodziny, późno wyjechał za granicę. Dopiero od jesieni ubiegłego roku przywdziewa barwy Girondins Bordeaux, jednak swoją bardzo dobrą postawą udowadnia, że w piłce nożnej piękne historie mogą pisać się w różnych okolicznościach.

Karierę zaczynał w rodzinnym Białymstoku. Na początku nie dane mu jednak było zagrać w Jagiellonii, a w występującym dziś w klasie okręgowej Hetmanie. Już tam Lewczuk dał się poznać jako człowiek o stanowczym i nieco krnąbrnym charakterze. Jako nastolatek dawał się we znaki między innymi prowadzącemu Hetmana Jerzemu Bołtuciowi, który nawet… pisał fraszki o zachowaniu swego podopiecznego. Po kilku latach przyszły reprezentant Polski trafił do Znicza Pruszków. W III lidze w sezonie 2006/2007 podwarszawska ekipa nie miała sobie równych. Zdominowała rozgrywki, wygrywając je z przewagą aż trzynastu punktów nad drugim w tabeli Pelikanem Łowicz, a Lewczuk stał się jedną z czołowych postaci drużyny. Obok siebie miał takich zawodników jak Robert Lewandowski czy Radosław Majewski, więc tak dobra postawa ekipy z Pruszkowa nie mogła nikogo dziwić. – Gdy Igor do nas dołączył, szybko się wkomponował. Wszyscy w szatni bardzo go lubili, bo ma świetne poczucie humoru. Wykazywał też wiele atutów czysto piłkarskich, więc jedyną niewiadomą było, czy w przyszłości mentalnie poradzi sobie na najwyższym poziomie. Odpowiedź przyszła z czasem, dziś jest zawodnikiem Girondins Bordeaux i reprezentacji Polski, więc chyba daje radę – mówi z uśmiechem były kolega Lewczuka ze Znicza Pruszków Daniel Kokosiński.

Znicz siłą rozpędu stał się rewelacją zaplecza ekstraklasy. Już po rundzie jesiennej postępy czynione przez Lewczuka nie pozostały niezauważone przez kluby występujące na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. – Wcale mnie nie dziwiło, że zaczęły się nim interesować zespoły z ekstraklasy. Igor zawsze był wszechstronnym zawodnikiem, mógł grać na boku i w środku obrony. Chętnie podłączał się pod akche ofensywne, silny, wydolny, bardzo dobrze grający głową. Na boisku pewny siebie, groźny w ofensywie przy stałych fragmentach gry – charakteryzuje Lewczuka „Kokos”. Te zalety błyskawicznie dostrzegli działacze Zagłębia Lubin, którzy zaprosili piłkarza Znicza na testy. Lewczuk wystąpił nawet w spotkaniu Pucharu Ekstraklasy przeciwko Lechowi Poznań, ale „Miedziowi” nie zdecydowali się jednak na podpisanie kontraktu. Niezrażony niepowodzeniem zawodnik kontynuował więc karierę w Zniczu. Zespół z Pruszkowa do samego końca walczył o awans do ekstraklasy, lecz ostatecznie przegrał go jedynie bilansem bezpośrednich spotkań.

Ekipa spod Warszawy pozostala na zapleczu ekstraklasy, ale sam Lewczuk do niej awansował. Zaufali mu bowiem działacze Jagiellonii Białystok i 24-letni wówczas piłkarz powrócił w rodzinne strony. Debiut w ekstraklasie przypadł już w 1. kolejce sezonu 2008/2009. 10 sierpnia pojawił się na boisku w 83. minucie meczu z Arką Gdynia, zmieniając Dariusza Jareckiego. Szybko wskoczył do podstawowej jedenastki, gdzie występował między innymi z Thiago Cionkiem. Pierwszy sezon z Lewczukiem w składzie Jagiellonia zakończyła na 8. miejscu w tabeli.

Kolejne rozgrywki „Jaga” zakończyła trzy pozycje niżej, ale i tak sezon 2009/2010 mogła uznać za bardzo udany. Lewczuk był filarem drużyny, a ekipa ze stolicy Podlasia, wzmocniona wcześniej między innymi Tomaszem Frankowskim i Kamilem Grosickim doskonale spisywała się w Pucharze Polski. Po wyeliminowaniu GKS Tychy, Arki Gdynia, Korony Kielce i Lechii Gdańsk dotarła do wielkiego finału. Tam zmierzyła się z Pogonią Szczecin, a po golu Andriusa Skerli mogła wznieść okazałe trofeum. Lewczuk mógł więc cieszyć się z pierwszego dużego sukcesu w karierze.

Co zaskakujące, już kilkanaście tygodni po wywalczeniu Pucharu Polski przyszły reprezentant Polski, który w finale wystąpił od pierwszej minuty, miał niespodziewane problemy w klubie z Białegostoku. W meczu III rundy kwalifikacji Ligi Europy z Arisem Saloniki Jagiellonia po siedmiu minutach przegrywała już 0:2, a Lewczuk sprokurował rzut karny. Trener Michał Probierz nie miał zbyt wiele cierpliwości i jak się okazało, był to dla obrońcy jeden z ostatnich meczów w Jagiellonii. Po rundzie jesiennej został wypożyczony do I-ligowego Piasta Gliwice, z którym zajął 5. miejsce w rozgrywkach.

Na powrót do ekstraklasy Lewczuk nie musiał jednak długo czekać. Odebrał telefon z Chorzowa, po czym przeniósł się do tamtejszego Ruchu. Jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę. W zespole „Niebieskich” były gracz Jagiellonii stał się jednym z filarów, na których trener Waldemar Fornalik oparł budowę zespołu. Ruch niespodziewanie zamieszał w ligowej czołówce, a także kapitalnie radził sobie w Pucharze Polski. Drużyna z ul. Cichej do ostatniej kolejki walczyła o mistrzostwo Polski, ostatecznie ustępując Śląskowi Wrocław. W PP dotarła natomiast do finału, gdzie nie sprostała Legii Warszawa. Mimo niedosytu, Lewczuk mógł być zadowolony z bardzo udanego sezonu.

Gorzej było w kolejnych rozgrywkach. Wicemistrz Polski zawodził, bardzo słabo spisując się w lidze. Jednym z niewielu jasnych punktów w drużynie był właśnie Lewczuk, który jednak „łapał” sporo żółtych kartek. We wszystkich rozgrywkach zapisał ich na swoim koncie aż jedenaście, ale było to wynikiem jego nieustępliwej gry. „Niebiescy” sezon skończyli na przedostatnim miejscu w tabeli, lecz ostatecznie utrzymali się w ekstraklasie, dzięki nieuzyskaniu licencji przez Polonię Warszawa. Mimo bardzo słabego wyniku zespołu ambicja Lewczuka została dostrzeżona. Zgłosił się po niego Zawisza Bydgoszcz i w sezonie 2013/2014 urodzony w Białymstoku piłkarz przywdział trykot tego właśnie zespołu.

Nie da się ukryć, że czas spędzony w Bydgoszczy był dla Lewczuka mieszanką emocji. Z jednej strony przyniósł bardzo dobre wyniki sportowe – pewne utrzymanie w ekstraklasie oraz drugi w karierze Puchar Polski, po pokonaniu w finale Zagłębia Lubin – z drugiej zaś konflikt klubu z kibicami i bardzo nerwową atmosferę. Dla Lewczuka był to sezon wyjątkowy z jeszcze jednego względu. Niespełna 29-letni zawodnik trafił bowiem do reprezentacji Polski, prowadzonej już przez Adama Nawałkę. Wystąpił w niej w dwóch meczach towarzyskich, przeciwko Norwegii i Mołdawii. Sezon ligowy Zawisza skończył na ósmej pozycji, a na Lewczuka czekało już inne, bardzo poważne wyzwanie…

Igor Lewczuk piłkarzem Legii Warszawa – ogłosiły media 19 czerwca 2014 roku. Wielu kibiców zastanawiało się, czy zawodnik pozyskany z ligowego średniaka okaże się realnym wzmocnieniem drużyny, która miała walczyć o kolejne mistrzostwo Polski. Takich wątpliwości nie miał ówczesny szkoleniowiec drużyny z Łazienkowskiej Henning Berg. Norweg postawił na Lewczuka i nie żałował. Co prawda nie udało się wywalczyć ligowego prymatu, ale do kolekcji piłkarza trafił kolejny Puchar Polski. W kolejnym sezonie trudno było już sobie wyobrazić podstawową jedenastkę Legii bez wychowanka Hetmana Białystok. Nie zabrakło też sukcesów – ekipa z Warszawy sięgnęła po tytuł mistrzowski, dorzucając do tego krajowy puchar. Nic dziwnego, że Lewczuk dostawał też powołania na kolejne zgrupowania reprezentacji Polski.

Tuż przed meczem z Kazachstanem, inaugurującym kwalifikacje mistrzostw świata, gruchnęła wiadomość, że Igor Lewczuk odchodzi z Legii. Dość niespodziewanie chęć wykupienia defensora zgłosiło słynne Girondins Bordeaux. Ten nie wahał się długo. Podpisał kontrakt z „Żyrondystami” i 17 września 2016 roku zadebiutował w Ligue 1, w meczu przeciwko SCO Angers. Od tego czasu, jeżeli tylko nie ma żadnych problemów zdrowotnych, jest podstawowym piłkarzem drużyny Jocelyny Gouvernneca. W premierowym sezonie zajął szóste miejsce w lidze i na pewno nie powiedział ostatniego słowa.

Emil Kopański

źródło: łączy nas piłka