FUTSAL / Białystok – nowe miasto na ekstraklasowej mapie polskiego futsalu!

Start / Aktualności Futsal / FUTSAL / Białystok – nowe miasto na ekstraklasowej mapie polskiego futsalu!

Awans do Ekstraklasy wywalczyli na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek. Strzelili 127 goli, najwięcej spośród wszystkich zespołów rywalizujących w dwóch grupach pierwszej ligi futsalu (północnej i południowej). Dzięki crossfitowym treningom nękali swoich rywali do ostatnich sekund każdego meczu. „Zrobili” w Białymstoku ekstraklasę, której dotychczas jeszcze nie było, a historyczny awans chcą wykorzystać, jako trampolinę do dalszego rozwoju klubu. Promocja do wyższej ligi to jedno, ale utrzymanie i zadomowienie się w elicie to drugie. Piłkarze MOKS-u Słoneczny Stok nie boją się rywali. Ekstraklasowe drużyny muszą nastawić się na trudne przeprawy z lubiącą ofensywny styl gry ekipą Słonecznych.

Barażowe nauki pozwoliły zdominować ligę

MOKS na zapleczu Ekstraklasy pojawił się przed trzema laty. Jako beniaminek pierwszej ligi zajął w niej trzecie miejsce. W kolejnym sezonie awansował do baraży. Tam najpierw rozbił Heiro Rzeszów a następnie był bliski sprawienia niespodzianki i wyrzucenia z ekstraklasowej elity pięciokrotnego Mistrza Polski w futsalu, Clearexu Chorzów. – Baraże to ciężka sprawa. Grasz cały sezon, a następnie wszystko decyduje się w czterech spotkaniach. Chcieliśmy uniknąć powtórki sprzed roku. Myśleliśmy tylko o pierwszym miejscu. Oczywiście, gdyby nie było innej drogi, to zrobilibyśmy wszystko, żeby tym razem awansować dzięki dodatkowym spotkaniom. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Mieliśmy wyższe cele i osiągnęliśmy je – mówi najskuteczniejszy ze Słonecznych, Krzysztof Kożuszkiewicz, który w zakończonym sezonie zdobył 24 bramki.

Upragniony sukces to w dużej mierze efekt fantastycznej drugiej rundy w wykonaniu białostoczan. 10 zwycięstw w 11 meczach robi wrażenie. Słoneczni nie stracili impetu nawet w trzech ostatnich seriach gier, kiedy byli już pewni awansu. – Naszym założeniem było zdominowanie ligi od początku do końca. Nie chcieliśmy, by ktoś na koniec nam zarzucał, że z powodu szybszego wywalczenia awansu odpuściliśmy w ostatnich kolejkach. Wygraliśmy 10 spotkań. Zanotowaliśmy tylko jedną porażkę w Obornikach, z rywalem, który nam totalnie „nie leżał” (5:5 w Białymstoku, 3:6 w Obornikach – red.). W zasadzie wszystkie mecze wygraliśmy zasłużenie. Naszą ofensywną siłę pokazuje też nasza zdobycz bramkowa. Strzeliliśmy 127 goli, najwięcej w całej lidze – podkreśla Adrian Citko, grający trener MOKS-u.

Kluczowym momentem sezonu był przełom rund, podczas którego punkty zgubił jeden z głównych rywali do awansu Słonecznych, Constract Lubawa. – Ich porażka u siebie z Toruniem pozwoliła nam trochę odskoczyć. Zajmowaliśmy pierwsze miejsce i tak pomyśleliśmy, że wszystko zależy już tylko i wyłącznie od nas. Czuliśmy, że wiosna może należeć do nas i tak rzeczywiście było. Byliśmy dobrze przygotowani. W zespole była chemia, wszystko dobrze funkcjonowało i dzięki temu osiągnęliśmy swój cel – tłumaczy Kożuszkiewicz.

– Ja chłopaków nakręcałem już przed rokiem. Oni mnie tonowali. W styczniu oceniałem nasze szanse na 80 do 90 procent. Ten sezon pokazał, jak wielki mamy potencjał. Wydaje mi się, że stać nas na to, by utrzymać się w Ekstraklasie, nawet w tym składzie, w którym do niej weszliśmy. Oczywiście, jeśli sytuacja finansowa nam pozwoli, to na pewno się wzmocnimy. Głównym celem w pierwszym sezonie będzie jednak gra o utrzymanie – dodaje Wacław Rekść, Prezes MOKS-u Słoneczny Stok.

Crossfit, Nora, jasny podział ról

Słoneczni podkreślają niebagatelną rolę, jaką w ich przygotowaniu miały zajęcia z crossfitu. To dzięki nim białostoczanie byli w stanie zdominować niemal każdego ligowego rywala pod względem fizycznym i motorycznym. – Zajęcia z crossfitu dały nam bardzo dużo. Przez to byliśmy bardzo wybiegani i silni fizycznie. Łapaliśmy przeciwników za gardło. Po sobie i innych zawodnikach widzę, że dało fajne efekty – mówi trener Adrian Citko.

– Fizycznie wyglądaliśmy znacznie lepiej od przeciwników. Trener Michał Zalewski wykonał z nami kawał roboty. Byliśmy zaangażowani i skupieni na zajęciach i przyniosło to efekt. Kondycyjnie i motorycznie byliśmy kapitalnie przygotowani. Kontrolowaliśmy niemal każde spotkanie od 1 do 40 minuty – tłumaczy strzelec 24 goli w sezonie, Krzysztof Kożuszkiwiecz i dodaje – To widać też po naszym dorobku bramkowym. Tak wysoka skuteczność nie wzięła się znikąd. Dobre przygotowanie pozwalało nam na naciskanie rywala do końca. Bywały takie mecze, gdzie do przerwy wygrywaliśmy, powiedzmy 2:1, a po przerwie dorzucaliśmy jeszcze kilka goli.

O tym, że Słoneczni lubią ofensywną grę już wspominaliśmy. Potwierdza to 127 zdobytych bramek. Mówiąc o tym, nie można jednak zapomnieć o wkładzie, jaki w strzelaniu goli przez MOKS, ma ich golkiper – Norbert Jendruczek. – „Nora” to pewnego rodzaju ewenement. Nie ma w pierwszej lidze drugiego takiego bramkarza, który dałby swojemu zespołowi 8 bramek. Często z tego korzystaliśmy, po jego wejściach trochę postrzelaliśmy, nie ukrywam. Gole to jedno, często zaliczał też asysty, kilkanaście bramek przy jego udziale zdobyliśmy spokojnie, a gdybyśmy byli skuteczniejsi, to wypracowałby nam ich jeszcze więcej. Rywal często był zaskoczony taką grą Norberta i nie nadążał z reorganizacją ustawienia w obronie. To spokojnie bramkarz pod reprezentację, wystarczy by tylko poprawił grę na linii. Nogami gra jak zawodnik z pola – chwali swojego zawodnika, trener MOKS-u.

„Norę” komplementuje również „Kożuch”. – Myślę, że on już jest gotowy na grę w ekstraklasie. Nogami gra niesamowicie, ma bardzo dobre uderzenie i świetnie broni. Daje nam sporo spokoju.

Od początku wszystko dobrze się układało i zazębiało. Wszyscy doskonale wiedzieli, na czym mają się skupić. – Interesował nas tylko sportowy awans. Powiedzieliśmy sobie, że na boisku zrobimy swoje. Nie myśleliśmy o pozostałych rzeczach, szczególnie takich, na które nie mamy wpływu. Mieliśmy spokojne głowy. Wiedzieliśmy, że prezes też działa i nadąża za naszą grą (śmiech), że prowadzi wstępne rozmowy ze sponsorami i szykuje klub do spełnienia wymogów ekstraklasy – przekonuje Citko.

Ekstraklasowe doświadczenie. Niewielkie, ale jest

Zarówno dla MOKSU, jak i niemal całego białostockiego futsalu to pierwszy kontakt z ekstraklasą wobec czego trudno wymagać od kogokolwiek doświadczenia w grze na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Wyjątek stanowi Adrian Citko. Dla grającego szkoleniowca Słonecznych ta sytuacja to nie pierwszyzna. – Po tym, jak kiedyś opuściłem MOKS, grałem w Tacho. Byliśmy bliscy awansu do ekstraklasy, ale przegraliśmy z Tychami. Niemal w tym samym czasie do pierwszej ligi spadł Marwit Toruń. Przeniosłem się tam i wkrótce udało nam się wywalczyć awans. Jako beniaminek zajęliśmy piąte miejsce. Marwit wkrótce wzmocnił się kilkoma kadrowiczami. Presja wzrosła. Miały być medale, a znów było piąte miejsce. Po drugim podejściu sponsor się wycofał i zaczęły się problemy. Zdecydowałem się wrócić do domu. Z perspektywy czasu to była dobra decyzja – wspomina trener Słonecznych.

To właśnie na jego doświadczeniu, swojego kolegi z boiska i trenera w jednej osobie, bazować będą pozostali zawodnicy, dla których ekstraklasa będzie czymś nowym. – Grał już w ekstraklasie. Dodatkowo szkolił się na trenera. Zrobił odpowiednie papiery i ma duże pojęcie o tym, co robi. Czujemy jego wsparcie. Fajnie to wyglądało do tej pory i mamy nadzieję, że nadal tak będzie. Adrian dobrze radzi sobie zarówno, jako trener, jak i zawodnik. Wiadomo, że z ławki widzi więcej, ale jak mówi trener – „skoro idzie, to nie zmieniamy”. A czy coś zmieni się teraz? Zobaczymy, jak nas trener poustawia i jakie będą założenia. Na pewno rywale będą trudniejsi i bardziej zorganizowani w defensywie. Wydaje mi się jednak, że to nie zabije naszego ciągu do ofensywnej gry, która sprawia nam najwięcej przyjemności – przekonuje Kożuszkiewicz.

Zawodnicy zrobili swoje, kolej na Prezesa

Przez 22 kolejki najbardziej zapracowani byli zawodnicy. Teraz przodownikiem pracy w klubie będzie Prezes, Wacław Rekść. Spraw do załatwienia jest dużo, ale jak zapewnia szef Słonecznych wszystko idzie w dobrym kierunku. – Sam się nie spodziewałem, że będzie aż tyle pracy. Chłopcy mogą teraz nieco odpocząć, a zarząd wchodzi na pełne obroty. W głównej mierze nasz cały wysiłek jest teraz skoncentrowany na przygotowaniu się do spełnienia warunków licencyjnych. Nie zapominamy też o sponsorach i partnerach, których nie ukrywam, że potrzebujemy i będziemy chcieli zachęcić do współpracy – mówi Prezes Rekść i dodaje – Najważniejsze będą kwestie finansowe. Na szczęście hale, jakie są w mieście spełniają warunki licencyjne, co również jest istotne. Mamy co robić, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Najtrudniejsze będzie budowania „kasy” na ligę.

W budowie kasy nieoceniona będzie pomoc miasta. Przedstawiciele MOKS-u nie ukrywają, że liczą na wsparcie włodarzy Białegostoku. – Nie martwię się o miasto. Jestem przekonany, że otrzymamy niezbędną pomoc. Miasto widzi sport i docenia swoich sportowców. Teraz Białystok zyskuje kolejnego przedstawiciela w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mam nadzieję, że nas wspomoże w adekwatnej kwocie. Będę jeszcze w tej kwestii spotykał się z Prezydentem. Chcielibyśmy uszczknąć po kawałku z każdej możliwej opcji – dodaje Wacław Rekść.

Miasto jest jednym ze źródeł, w którym Słoneczni będą szukać pieniędzy mających zapewnić spokojną grę w gronie dwunastu najlepszych zespołów w Polsce. Drugim źródłem, na które liczą w klubie są sponsorzy i partnerzy. – Białystok jest trudnym terenem dla sponsorów. Cały czas mamy jednak nadzieję, że znajdziemy sponsora tytularnego. Jeśli jednak nasz plan się nie powiedzie, to będziemy starali się zachęcić jak największą ilość mniejszych partnerów. Będziemy próbować stworzyć łańcuszek biznesowy. Koło biznesu przy klubie, gdzie jeden zadowolony ze współpracy sponsor będzie wciągał kolejnego – wyjaśnia Prezes MOKS-u i dodaje – Wstępne rozmowy są już za nami. Temat jest świeży, w związku z tym spotkań nie było zbyt wiele, ale oddźwięk jest pozytywny. Padają pierwsze deklaracje, pytanie tylko ile podmiotów zdecyduje się z nami współpracować.

Próby pozyskania środków na funkcjonowanie klubu nie są niczym nowym w działaniach zarządu. Dużym ułatwieniem ma być jednak zmiana oferty Słonecznych, z „towaru pierwszoligowego” na „ekstraklasowy”. – To jest zupełnie inna rozmowa. Mam nadzieję, że w parze z awansem pójdzie też frekwencja. Nie to, żebyśmy narzekali na brak kibiców na naszych meczach, ale mam nadzieję, że zainteresowanie futsalem jeszcze wzrośnie. Mówię o tym nieprzypadkowo, bowiem to też jest bardzo ważne w kontekście współpracy ze sponsorami – mówi Rekść.

Jak dużych środków brakuje w klubie, żeby spokojnie funkcjonować w wyższej lidze? – To, co mamy dziś, to stanowczo za mało. Takie minimum, nawet kosztem zawodników, to około 500 – 600 tysięcy złotych. To jednak też nie zawsze gwarantuje spokoju. Musimy postarać się o większe zaplecze finansowe, by zadomowić się w ekstraklasie – wylicza działacz Słonecznych.

Budowa zespołu na ekstraklasę, czyli koniec z łączeniem trawy z halą

Niemal połowa pierwszoligowego zespołu MOKS-u, który w cuglach wywalczył awans do ekstraklasy w poprzednim sezonie łączyła futsal z grą na trawie. Wyższa liga postawi przed Słonecznymi znacznie wyższe wymagania wobec czego, zacznie się czas trudnych wyborów. – Każdy z nas musi odpuścić. Chcemy dobrze wyglądać w ekstraklasie. Poziom będzie wyższy, niż w pierwszej lidze i może pojawić się kłopot z łączeniem jak dotychczas. Zrobiliśmy fajną rzecz, bo jako pierwsi na Podlasiu awansowaliśmy i chcemy to wykorzystać – mówi jeden z tych, którym gra na trawie nie przeszkadzała w grze na hali, Krzysztof Kożuszkiewicz.

– Teraz trzeba będzie zapewnić chłopakom warunki do tego, by mogli spokojnie zostawić trawę i skupić się na hali. W tym jestem też ja. Mieliśmy już takie sytuacje, że kończyliśmy mecz na trawie i szybko jechaliśmy na halę, a na mecz wychodziliśmy praktycznie bez rozgrzewki. Teraz to już jednak nie przejdzie. Rozwiązanie tej kwestii będzie jedną z kluczowych, także przy budowie zespołu na ekstraklasę. Priorytetem są zawodnicy, którzy są w zespole i wywalczyli awans. Jak już załatwimy tę sprawę i finanse pozwolą nam na wzmocnienie się, wówczas będziemy działać. Nie ma co wariować i robić jakiegoś dużego przemeblowania. Przy odrobinie charakteru, różnice piłkarskie zminimalizujemy walką – przekonuje Adrian Citko.

– Bardzo dużą wiedzę na temat ewentualnych wzmocnień ma trener. Mam nadzieję, że jego doświadczenie, wiedza oraz kontakty dużo nam dadzą. W grę wchodzą także zawodnicy zagraniczni, ale czy się zdecydujemy na taki krok? Chcemy przede wszystkim grać swoimi ludźmi. W przyszłości chciałbym, by pierwszy zespół, jeśli uda nam się utrzymać, miał bezpośrednie zaplecze w postaci drużyny występującej w pierwszej lidze. Wychowaliśmy dużo fajnej młodzieży, która potrzebuje gry. Wierzę, że będziemy mieli z niej jeszcze dużo pociechy – tłumaczy Wacław Rekść.

Chcą pokazać, że awans nie jest był przypadkowy

Rywalizacji z ekstraklasowymi przeciwnikami Słoneczni posmakowali w zeszłorocznych barażach z Clearexem. – Nieźle wówczas wypadliśmy. Teraz zespół z Chorzowa zajmuje miejsce w górnej połowie tabeli. Rok temu byliśmy jednak bliscy sprawienia im niemiłej niespodzianki. Mogliśmy zrzucić do pierwszej ligi klub z dużymi tradycjami. Mamy pomysł na siebie, wiemy, co chcemy grać, a różnice nadrobimy charakterem. Spokojnie, nie wchodzimy do ekstraklasy, żeby trzaskać wszystkich po nogach. Mamy też sporo do pokazania pod względem piłkarskim – zapewnia Adrian Citko i dodaje – Mamy szansę zrobić coś fajnego. Nie może się nie udać.

– Rok temu byliśmy o krok od awansu. Mecz z Clearexem pokazał, że ekstraklasę od pierwszej ligi nie oddziela przepaść. Wydaje mi się jednak, że wówczas nie byliśmy gotowi w takim stopniu jak dziś. Obecnie wiemy więcej, mamy też większe doświadczenie. Uważniej przyglądaliśmy się futsalowi w Polsce. Wiemy jakie są budżety. Prowadziliśmy szereg rozmów z działaczami futsalu, z komisją futsalu oraz z polskim związkiem, dużo nam to dało – mówi Rekść.

– Przed nami ogromne wyzwanie, które chcemy wykorzystać. Chcemy na bazie tego awansu zbudować miasto futsalu w tej części Polski – zdradza swoje plany Prezes MOKS-u.

autor: Kamil Świrydowicz

źródło: łączy nas piłka