Akademia Jagiellonii Białystok / “Nie mamy abonamentu na mądrość. Cały czas się doskonalimy”

Start / Aktualności Młodzieżowe / Akademia Jagiellonii Białystok / “Nie mamy abonamentu na mądrość. Cały czas się doskonalimy”

Akademia Jagiellonii Białystok dołączyła do grona najlepiej ocenianych kuźni talentów w Polsce. Co roku wypuszcza w świat kolejnych zawodników, a klub zarabia na nich duże pieniądze. To właśnie w „Jadze” szansę debiutu w ekstraklasie dostaje największa liczba wychowanków. Postanowiliśmy sprawdzić, jak to działa!

W kadrze Jagiellonii na rundę wiosenną bieżącego sezonu znajduje się pięciu zawodników będących „produktem” klubowej akademii. To najlepsza reklama programu szkolenia, który realizowany jest w Białymstoku. Wszystko odbywa się pod czujnym okiem trenera pierwszego zespołu Michała Probierza. – Wizja pracy z młodzieżą w akademii jest spójna z założeniami Michała Probierza. To szkoleniowiec, który pracuje u nas już bardzo długo, zna nasze realia i założenia bardzo nam pomagając. Klimat ewidentnie mu służy, osiąga z Jagą doskonałe wyniki. Mamy jeden cel – wszyscy pracujemy na pierwszy zespół, bo on jest wizytówką całej akademii. Trener Probierz często pojawia się na zajęciach drużyn młodzieżowych, przyjeżdża też na mecze, analizuje, dokonuje wyborów – tłumaczy dyrektor Akademii Jagiellonii, a także prezes Podlaskiego Związku Piłki Nożnej w jednej osobie Sławomir Kopczewski.

Drużyna z Białegostoku, podobnie zresztą jak jej trener, słynie z twardego charakteru. To bardzo istotny aspekt przy selekcji zawodników, choć nie jest oczywiście jedynym kryterium. – Szukamy chłopaków z charakterem, tacy są potrzebni, a niestety ich trochę brakuje. Bardzo mało jest takich prawdziwych walczaków. Są jednostki, które potrafią rowerem przyjechać na trening kilka kilometrów w jesiennym deszczu, ale to wyjątki – ubolewa były piłkarz Jagiellonii, który rozegrał w jej barwach ponad sto spotkań w ekstraklasie, Andrzej Ambrożej. Dziś prowadzi grupę z rocznika 2002. Kreatywność, pomysłowość – to kolejne cechy, o których mówią trenerzy. Nie jest jednak prostym zadaniem znalezienie zawodników z takimi zaletami. – To właśnie nazywa się talent. Mam przyjemność pracować z inteligentną drużyną, ale nie byłoby mi łatwo wskazać zawodnika z efektem „wow” – mówi z małym ubolewaniem.

Akademia dba nie tylko o zawodników, którzy mają największe szanse na to, by wkrótce zagrać w pierwszej drużynie. Mimo dużej selekcji stara się stwarzać możliwości do rozwoju wszystkim. – Naszym celem też wskazywanie drogi tym, którzy być może nie wiążą swojej przyszłości z piłką nożną, ale chcą pozostać przy sporcie – zapewnia Kopczewski. – Od września ruszyliśmy ze Szkołami Mistrzostwa Sportowego, mamy pod skrzydłami gimnazjalistów i uczniów szkoły średniej. W tym roku dołączą do nich uczniowie szkół podstawowych. Staramy się jako akademia przekazać „produkt”, który sprawi, że coraz więcej dzieci będzie garnęło się do sportu, rezygnując lub ograniczając inne, niekoniecznie dobre, rozrywki – dodaje. Zajęcia są układane w taki sposób, by odbywały się bezpośrednio przed, albo bezpośrednio po lekcjach. Później wszyscy wsiadają w autokar i jadą na treningi.

Te prowadzone są w zdecydowanej większości przez byłych zawodników Jagiellonii, którzy po zakończeniu kariery zajęli się karierą trenerską. – Myślę, że rodzicom łatwiej jest zdecydować o zapisaniu dziecka do drużyny, którą prowadzi człowiek, którego pamiętają z boiska. Chyba mają wówczas większe zaufanie do pracy szkoleniowca – mówi. Oprócz Ambrożeja o rozwój młodych zawodników dbają między innymi Wojciech Kobeszko, Dariusz Bayer, Tomasz Kulhawik czy Krzysztof Zalewski. – To ludzie, którzy są uznawani za wybitnych sportowców na Podlasiu, przez co stają się dla dzieci autorytetami, zarówno trenerskimi, jak i moralnymi – ocenia Sławomir Kopczewski. – Mimo sukcesów i wysokiego poziomu szkolenia, nie mamy abonamentu na mądrość. Cały czas się doskonalimy, ujmę to tak – wiemy, czego nie wiemy. Piłka nożna uczy pokory – dodaje.

Klub cały czas dba, aby szkoleniowców, którzy mogą być dla młodzieży idolami, nie brakowało. Kolejne licencje zdobyli w ostatnim półroczu Rafał Grzyb, Konstantin Vassiljev, Piotr Tomasik, Marek Wasiluk i Jonatan Straus. – Namawiamy zawodników, by pomyśleli zawczasu o swojej przyszłości. Kariera piłkarska trwa ledwie kilkanaście lat, o ile ktoś ma dużo szczęścia. Trzeba zastanowić się szybko, co dalej – tłumaczy dyrektor Akademii Jagiellonii.

Oprócz rozwoju piłkarskiego, trenerzy w białostockiej kuźni talentów muszą dbać także o wywiązywanie się podopiecznych ze szkolnych obowiązków. – Absolutnym minimum jest ukończenie szkoły średniej i zdanie matury. To otwiera możliwość podjęcia studiów w dowolnym momencie – tłumaczy Kopczewski. O ile trenerzy kontrolują pozaboiskową „działalność” swoich podopiecznych, o tyle w kwestii treningów i ich obserwacji z rodzicami wypracowane są jasne zasady.  – Trzymamy ich na dystans. Doskonale wiedzą, na co mogą sobie pozwolić, a na co na pewno nie. Wszystko mamy pod kontrolą. Zadaniem rodzica jest przywiezienie i odebranie dziecka z zajęć. Naszą rolą jest natomiast edukowanie zarówno trenera, jak i mamy czy taty zawodnika. U nas nie funkcjonuje nieszczęsny „Komitet Oszalałych Rodziców” – zapewnia dyrektor Akademii Jagiellonii.

Jedyną bolączką białostockiej akademii jest brak odpowiedniej bazy treningowej. Jak podkreślają trenerzy i dyrektor, to uzupełniłoby wszystkie potrzeby szkółki. – Musimy się o nią postarać, myślę, że to kwestia dwóch-trzech lat – mówi Sławomir Kopczewski. – Kiedyś było więcej boisk, a mniej dzieci, dziś odwrotnie. Najmłodsi mieszczą się na orlikach, ale to też wystarcza tylko do pewnego wieku – dorzuca Ambrożej. Klub ma już zapewnione środki na jej budowę, pozostaje kwestia znalezienia odpowiedniej lokalizacji. – Jesteśmy pełni optymizmu – kończy dyrektor Kopczewski.

Emil Kopański
Fot. East News

źródło: łączynaspiłka.pl